Wpisy

Wsparcie Google Play dla deweloperów to fake

For the English translation please scroll the page down.


Dzisiejszy wpis będzie przeznaczony dla developerów i wydawców mających do czynienia z Google Play od strony „kuchni” – czyli konsoli Google Play. Wszyscy wiemy, że ostatnio dzieje się na tej platformie coś niedobrego, a relacje pomiędzy developerami, a Google Play są – delikatnie mówiąc – napięte. Trudno powiedzieć, czy to ze względu na braki kadrowe spowodowane pandemią, czy po prostu Google już tak urosło w pozycję monopolisty, że zaczęło ignorować podstawową zasadę jakichkolwiek relacji – wzajemny szacunek. Gorzej – zaczęło obrażać inteligencję partnerów.

Każdy deweloper wie jak trudne bywają relacje z Google Play. Ciągłe zmiany regulaminu, brak informacji z wyprzedzeniem o konieczności zmian, usuwanie aplikacji ze sklepu bez ostrzeżenia i dania możliwości dostosowania się do wymagań. Systemowy, instytucjonalny i intencjonalny brak jakiejkolwiek realnej drogi odwoławczej. I wieczne próby nieudolnego udowadniania, że wszystko zawsze jest winą dewelopera, który nie przestrzega zasad Google Play. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do takiego stanu rzeczy – abstrahując od tego na ile jest zasadne i dlaczego pozwalamy się w ten sposób traktować – jednak takiego popisu niekompetencji jaki Google Play dało nam ostatnio nie sposób pominąć milczeniem.

W każdej komunikacji z developerami, Google twierdzi, że za ich działaniami stoją specjaliści. Tak niestety nie jest, a znakomitą większość korespondencji załatwia automat – nikt w Google nie czyta korespondencji, o czym jesteśmy przekonani. Ale na potrzeby opisu poniższej sytuacji przyjmijmy, że, zgodnie z treścią, jaką przekazuje Google w swoich komunikatach, za tym rzeczywiście stoi człowiek. A więc, jeśli tak jest drogie Google, ludzie zatrudnieni przez was jako support Google Play są na tyle skrajnie niekompetentni, że… nie potrafią poprawnie przepisać hasła w pole logowania.

Otóż ostatnio publikowaliśmy w Google Play aplikację dla jednego z samorządów. Aplikacja jest w języku polskim, dystrybuowana tylko na Polskę i wymaga aktywacji za pomocą loginu użytkownika. Podaliśmy potrzebne loginy w konsoli Google Play, aby osoby przeprowadzające sprawdzanie aplikacji przed opublikowaniem mogły ją aktywować. Dwa dni później przychodzi e-mail od Supportu Google, że aplikacja została odrzucona, gdyż podane dane są niepoprawne i nie można aktywować aplikacji. Do e-maila dołączono zrzuty ekranu mające obrazować nieudane próby aktywacji aplikacji. Pierwsza myśl – musieliśmy pomylić się wpisując dane w konsoli Google Play. Sprawdzamy – dane są poprawne. Zatem o co chodzi? Szybka analiza przesłanych przez Google zrzutów ekranu ujawniła jedno – ani razu nie wpisano poprawnie podanych loginów! Jak można aktywować aplikację, jeśli nie wpisze się poprawnego hasła? I żeby te hasła były jakieś skomplikowane… Nie, najprostsze, typowe, testowe frazy, aby nie utrudniać życia ludziom testującym aplikację. Aby nie być gołosłownym loginy brzmiały „StudentTestowy”, „InstruktorTestowy” i „InstruktorTestowyPanel”. To co wpisywał „recenzent” Google w pole logowania możecie zobaczyć na załączonych screenach – wielkie i małe litery nie miały dla niego jakiegokolwiek znaczenia… I nasze absolutnie ulubione – automatycznie przetłumaczone polskie słowo „Instruktor” na angielskie „instructor”. Hasło z pomylonymi wielkimi i małymi literami oraz z frazami przetłumaczonymi automatycznie na inny język, co zmienia w nich znaki, nie działa? To wina dewelopera! Serio? Drogie Google, powodzenia w udowadnianiu nam, że tą „recenzję” robił człowiek.

No cóż – uśmialiśmy się i skorzystaliśmy z możliwości odwołania – teoretycznie istnieje taka możliwość. Napisaliśmy grzecznie, że dane podane w konsoli Google Play są poprawne, proszę je po prostu dokładnie przepisać. Podczas wysyłania formularza odwołania jest komunikat: „Twoją sprawą zajmie się specjalista, ale musisz być cierpliwy, bo jest pandemia i nie wyrabiamy z ilością zgłoszeń”. Odpowiedź na owe odwołanie nawet nas nie zdziwiła. Cytujemy „Jak będziesz gotowy podać nam poprawne dane logowania, to to zrób”. No przecież właśnie Wam napisaliśmy, że podaliśmy poprawne dane…

Aby nie przedłużać – aplikacji w Google Play nie sprawdzają ludzie i nikt w Google nie czyta ewentualnych odwołań. Automat na podstawie powodu odrzucenia aplikacji wysyła predefiniowaną odpowiedź. Krótko rzecz ujmując, jakikolwiek support Google Play to fake.

Oczywiście możemy uznać, że nasze aplikacje są z punktu widzenia Google bezwartościowe – są bezpłatne, nie pokazują setek reklam i nie mają zakupów w aplikacji – z punktu widzenia Google Play nie przynoszą zatem zysków. Aplikacja samorządowa, opłacona z pieniędzy podatników, nie dokłada się bezpośrednio do wyniku finansowego platformy Google – to jest bezsporne. Niemniej jednak nie możemy przyjąć braku elementarnego poszanowania dla inteligencji partnerów. Tak drogie Google – developer mający dostęp do konsoli Google Play to Wasz partner, wspierający platformę swoją pracą i innowacyjnością. Chyba o tym całkowicie zapomnieliście.


Today’s post will be for developers and publishers dealing with Google Play from the „behind the scenes” – which is the Google Play console. We all know that recently something bad is happening on this platform, and the relationships between developers and Google Play is – to put it mildly – tense. It’s hard to say whether this is due to staff shortages caused by the pandemic, or simply Google has grown so much in the position of a monopolist that it began to ignore the basic principle of any relationship – mutual respect. Worse – it began to insult the intelligence of its partners.

Every developer knows how difficult the relationship with Google Play can be. Constant changes to the rules, no information in advance about the need for changes, removal of applications from the store without warning and giving the opportunity to adapt to the requirements. Systemic, institutional and intentional lack of any real way to appeal. And eternal attempts to ineptly prove that everything is always the fault of the developer who does not follow Google Play rules. We’ve all become accustomed to this state of affairs – regardless of how justified it is and why we allow ourselves to be treated this way – but the display of incompetence that Google Play has recently given us cannot be passed over in silence.

In every communication with developers, Google claims to have specialists behind their actions. Unfortunately, this is not the case, and the vast majority of correspondence is handled by an automaton – no one at Google reads correspondence, which we are convinced of. But for the purpose of describing the following situation, let’s assume that, according to the content Google communicates in its messages, there is indeed a human behind this. So, if this is the case dear Google, the people you employ as Google Play support are so extremely incompetent that…. can’t rewrite the password correctly into the login field.

Well, recently we published in Google Play an application for one of the local governments. The application is in Polish language, distributed only in Poland and requires activation with user login. We have provided the necessary logins in the Google Play console, so that people checking the application before publication could activate it. Two days later, we receive an email from Google Support saying that the application has been rejected because the data provided is incorrect and the application cannot be activated. The email is accompanied by screenshots supposed to illustrate the failed attempts to activate the app. The first thought – we must have made a mistake when entering the data in the Google Play console. We check – the data are correct. So what is it all about? A quick analysis of screenshots sent by Google revealed one thing – not once were the logins entered correctly! How can you activate the application if you do not enter the correct password? And if these passwords were somehow complicated… No, the simplest, typical, test phrases, so as not to make life difficult for people testing the application. To avoid being lip service, the logins were „StudentTestowy”, „InstruktorTestowy” and „InstruktorTestowyPanel”. You can see what the Google „reviewer” typed into the login field on the attached screenshots – uppercase and lowercase letters had no meaning for him… And our absolute favorite – automatically translated Polish word „Instruktor” into English „instructor”. Password with mixed up uppercase and lowercase letters and phrases automatically translated into another language, which changes characters in them, does not work? That’s the developer’s fault! Really? Dear Google, good luck proving to us that this „review” was done by a human.

Well – we laughed and took the opportunity to appeal – theoretically there is such a possibility. We wrote politely that the data given in the Google Play console is correct, please just transcribe it exactly. When sending the cancellation form there is a message: „Your case will be handled by a specialist, but you must be patient, because there is a pandemic and we can’t keep up with the number of requests”. The response to this appeal did not even surprise us. We quote „When you are ready to provide us with correct login details, please do so”. Well, we just wrote you that we gave you the correct data…

Conclusion – applications in Google Play are not checked by people and nobody in Google reads any appeals. Based on the reason for application rejection, the automaton sends a predefined response. In short, any Google Play support is fake.

Of course, we can consider our apps worthless from Google’s point of view – they are free, don’t show hundreds of ads and don’t have in-app purchases – so from Google Play’s point of view, they are not profitable. The local government app, paid for with taxpayers' money, does not contribute directly to the bottom line of Google’s platform – this is indisputable. Nevertheless, we cannot accept the lack of elementary respect for the intelligence of partners. Yes dear Google – a developer who has access to the Google Play console is your partner, supporting the platform with their work and innovation. You seem to have completely forgotten this.

Prywatność 2.0

W ubiegłym roku omawialiśmy planowane zmiany w Google Play w zakresie ochrony prywatności użytkowników. Jeśli macie aplikacje na Androida na tej platformie przypominamy, że termin obowiązkowego wprowadzania zmian zbliża się nieubłaganie – deadline to styczeń 2022. Warto poświęcić zagadnieniu chwilę uwagi, aby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci wyrzucenia aplikacji ze sklepu. Zmiany są znaczące i implikują aktualizację kodu aplikacji.

Dla wszystkich aplikacji trzeba wypełnić odpowiednią sekcję dotyczącą danych zbieranych przez aplikację w zakładce „Informacje o aplikacji” na karcie waszej aplikacji w konsoli Google Play. Jednak jeśli wasza aplikacja korzysta z jednego z tych uprawnień:

  • telefon,
  • SMS,
  • czujniki zdrowia,
  • lokalizacja w tle,

musicie wprowadzić odpowiednie zmiany w samej aplikacji, opublikować aktualizację i wypełnić formularz uprawnień w konsoli Google Play. Każda aplikacja korzystająca, z któregoś z wymienionych uprawnień jest ręcznie zatwierdzana przez Google. Oprócz odpowiednich zapisów w Polityce Prywatności, w samej aplikacji musi znaleźć się informacja, że aplikacja korzysta z uprawnienia newralgicznego i wyjaśnienie w jakim celu to robi.

Nie wystarczy samo uzyskanie zgody użytkownika na wykorzystanie uprawnień. W aplikacji musi znaleźć się stosowna informacja wyeksponowana w miejscu łatwo widocznym podczas normalnego użycia aplikacji. Mając tak zaktualizowaną aplikację, należy przesłać update do sklepu Google Play, wypełnić formularz uprawnień i dołączyć film pokazujący wykorzystanie w aplikacji uprawnienia newralgicznego.

Tak – dobrze czytacie – musicie wyprodukować film tylko i wyłącznie na potrzeby recenzentów Google. Dlaczego? Bo tak. Potem pozostaje już tylko czekać na decyzję Google. Pomimo spełnienia wszystkich wymagań nie ma żadnej gwarancji, że Google aplikację wam zatwierdzi, a drogi odwoławczej, jak zwykle w wypadku tej korporacji, nie ma. No chyba, że jako drogę odwoławczą potraktujecie skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konkurenta.

Google tłumaczy powody tak restrykcyjnego modelu dystrybucji potrzebą ochrony prywatności użytkowników – w praktyce jest to przerzucenie na Was, jako wydawców, odpowiedzialności za problemy tej korporacji z Komisją Europejską, rządem Australii i wielu innych państw, które nałożyły na tę firmę wielomiliardowe kary za praktyki monopolistyczne i notoryczne naruszanie prywatności użytkowników urządzeń z Androidem.

W każdym bądź razie, jeśli macie w Google Play aplikacje korzystające z któregoś z wymienionych uprawnień, nie powinniście tych zmian ignorować. Warto o tych problemach pamiętać także planując przyszłe aplikacje na Androida, jeśli mają być dystrybuowane za pomocą Google Play. Gdy macie w planach wykorzystanie któregoś z uprawnień newralgicznych rozważcie, czy na pewno są wam potrzebne lub rozważcie inne platformy dystrybucji jak Google Play, gdyż nie ma pewności, że program zostanie opublikowany nawet pomimo spełnienia wszystkich formalnych wymogów. Będzie to zależało wyłącznie od kaprysu anonimowego pracownika Google, a jedyną drogą odwoławczą jest długa i kosztowna batalia sądowa przeciwko tej korporacji na jej terenie, czyli w USA.

Android 12 - zmiany kosmetyczne

Nowy Android został właśnie zaprezentowany – tym razem o numerze 12 i oznaczeniu kodowym Q. Jak co roku przyglądamy się becie, aby sprawdzić na co należy być przygotowanym i czy w ogóle trzeba coś robić, jeśli macie aplikacje na Androida opublikowane na platformie Google Play, czy też w innym sklepie. Ostateczna wersja systemu będzie dostępna jesienią i wówczas ewentualne zmiany zostaną wprowadzone w konsoli Google Play. Posiadacze aplikacji opublikowanych w HUAWEI AppGallery nie muszą się specjalnie zastanawiać, gdyż ta platforma jest oparta o AOSP (Android Open Source Project) i jako taka nie podlega zmianom i wymaganiom wprowadzanym przez Google w usługach i serwisach tej firmy.

Wydawcy mogą odetchnąć – nowa aktualizacja Androida nie wnosi praktycznie żadnych zmian w kwestiach kompatybilności. Ogólnie zmiany w systemie należą do kategorii kosmetycznych i optymalizacyjnych – znaczne korekty w wyglądzie, nowy wygląd powiadomień, zmiany estetyczne typu dopasowywanie koloru wyróżnień do koloru tapety, uporządkowanie belki systemowej, porządki w szufladce ustawień itp.

Mając aplikację na Androida zawsze jednak trzeba zwracać uwagę na tzw. target, czyli wersję API, na którym aplikacja jest oparta. Obecnie aby opublikować aplikację lub wydać aktualizację w Google Play wymagany jest target 30, czyli aplikacja musi być dostosowana do Androida 11. Nowa wersja Androida ma target 31, jednak nie zmienia wymagań targetu minimalnego – nadal jest to 30. Od przyszłego roku będzie to jednak target 31. Nie dostrzegliśmy pomiędzy targetami jakichkolwiek niekompatybilności, zatem jeśli wasza aplikacja jest targetowana numerem 30 to raczej nie musicie się niczym martwić, a jeśli macie aplikację targetowaną niższym API i tak musicie ją dostosować do targetu 31 jeśli chcecie opublikować aktualizację.

Prywatność 2.0

Omawiając wersje beta nowych systemów operacyjnych Android i iOS wspominaliśmy, że szykują się znaczne zmiany w zakresie ochrony prywatności użytkowników zarówno w Google Play, jak i w App Store. To, co kilka miesięcy temu nie było do końca jeszcze wiadome, teraz jest już pewne. Zmiany dotyczą zarówno Google Play, jak i App Store, zatem jeśli macie aplikacje na którejś z tych platform zdecydowanie warto się im przyjrzeć bliżej. Pozwoli to uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci wyrzucenia aplikacji ze sklepu. Zmiany w iOS nie wymagają aktualizacji kodu aplikacji, w Androidzie w niewielkim stopniu. Na obu platformach wymagają jednak zainteresowania się tym, co dzieje się na waszym koncie.

Zacznijmy od App Store, gdyż tu zmiany są mniej restrykcyjne dla właściciela aplikacji. Jeśli nie planujecie nic robić ze swoją aplikacją, to nie musicie czytać dalej – zmiany nie dotyczą dotychczas wydanego kodu. Jeśli jednak planujecie nową aplikację lub publikację aktualizacji dla istniejącej aplikacji koniecznie zajrzyjcie do nowej sekcji „Prywatność” widocznej na karcie aplikacji w App Store. Znajdziecie tam rozbudowany formularz dotyczący prywatności i sposobu wykorzystywania danych przez waszą aplikację, który trzeba wypełnić przed przesłaniem aplikacji lub aktualizacji do recenzji. Formularz jest szczegółowy, jego wypełnianie irytujące, jednak jeśli przez to nie przebrniecie, aplikacja nie zostanie opublikowana. W samym kodzie aplikacji nowe opcje prywatności App Store nie implikują zmian – po stronie iOS wszystko pozostaje bez zmian.

W Google Play jest dużo bardziej restrykcyjnie. Zmiany są znaczące i implikują aktualizację kodu aplikacji. Jeśli wasza aplikacja korzysta z jednego z uprawnień newralgicznych: telefon, SMS, czujniki zdrowia, lokalizacja w tle, do 17 stycznia 2021 macie czas, aby wprowadzić w niej odpowiednie zmiany, opublikować aktualizację i wypełnić stosowny formularz uprawnień w sklepie Google Play. Każda aplikacja korzystająca, z któregoś z tych uprawnień będzie ręcznie zatwierdzana przez Google. Oprócz odpowiednich zapisów w Polityce Prywatności, w samej aplikacji musi znaleźć się informacja, że aplikacja korzysta z uprawnienia newralgicznego i wyjaśnienie po co to robi. Nie wystarczy uzyskanie zgody użytkownika na wykorzystanie uprawnień. W samej aplikacji też musi znaleźć się stosowna informacja. I to nie gdzieś w menu, wyskakującym oknie itp. – informacja ma być wyeksponowana w miejscu łatwo widocznym podczas normalnego użycia aplikacji. Po takim zaktualizowaniu kodu aplikacji, należy przesłać pakiet update do Google Play, wypełnić formularz uprawnień (w wymaganiach m.in. załączenie filmu pokazującego wykorzystanie uprawnienia newralgicznego – sic!) i czekać na decyzję Google. Pomimo spełnienia wszystkich wymagań nie ma żadnej gwarancji, że Google aplikację wam zatwierdzi, a drogi odwoławczej, jak zwykle w wypadku tej firmy, nie ma. Abstrahując od powodów, dla których Google zdecydowało się na tak restrykcyjny model, warto o tych zmianach pamiętać również planując przyszłe aplikacje na Androida, jeśli mają być dystrybuowane za pomocą Google Play – jeśli macie w planach wykorzystanie któregoś z uprawnień newralgicznych, nie ma pewności, że program zostanie opublikowany nawet pomimo spełnienia wszystkich formalnych wymogów – po 17 stycznia 2021 będzie to zależało wyłącznie od kaprysu Google. Warto zatem kilkukrotnie przemyśleć, czy wasza aplikacja na Androida na pewno będzie potrzebować np. funkcji SMS lub lokalizacji w tle.

 

Android 11 beta - co nowego

Nowy rok, nowy Android – tym razem o numerze 11 i oznaczeniu kodowym R. Jak zawsze przyglądamy się wersji beta, aby sprawdzić na co należy być przygotowanym i czy w ogóle trzeba coś robić, jeśli ma się aplikacje na Androida opublikowane na platformie Google Play. Ostateczna publiczna wersja systemu będzie dostępna jesienią i wówczas ewentualne zmiany zostaną wprowadzone w konsoli Google Play. Posiadacze aplikacji opublikowanych w HUAWEI AppGallery nie muszą się specjalnie zastanawiać, gdyż ta platforma jest oparta o AOSP (Android Open Source Project) i jako taka nie podlega zmianom i wymaganiom wprowadzanym przez Google w usługach i serwisach tej firmy.

Największe zmiany w systemie w wersji 11 dotyczą opcji prywatności i uzyskiwania uprawnień od użytkownika. Lista tzw. uprawnień wrażliwych, na której dotychczas były telefon, SMS i czujniki związane z kondycją fizyczną i zdrowiem użytkownika, została rozszerzona o uprawnienia do lokalizacji w tle. To oznacza, że na lokalizację w tle trzeba uzyskać dodatkowe pozwolenie od użytkownika. Użytkownicy mogą teraz taże w dowolnej chwili przyznać lub cofnąć konkretne uprawnienie dla poszczególnych aplikacji. Jeśli zatem wasza aplikacja korzysta z lokalizacji w tle lub kilku odrębnych uprawnień, warto pamiętać aby przygotować ją na możliwość wycofania dowolnego uprawnienia w każdej chwili (dodać obsługę zmiany uprawnienia w każdym momencie, jeśli w kodzie aplikacji nie jest to obsługiwane – co wciąż się zdarza zwłaszcza w kodzie, który został przygotowany dla wcześniejszych wersji Androida i nie był od dłuższego czasu aktualizowany).
Pozostałe zmiany należą do kategorii kosmetycznych i optymalizacyjnych – drobne korekty w wyglądzie (niewielkie), uporządkowanie belki systemowej, porządki w szufladce ustawień, estetyczne poprawki w powiadomieniach itp.

Mając aplikację na Androida zawsze trzeba zwracać uwagę na tzw. target, czyli wersję API, na którym aplikacja jest oparta. Obecnie aby opublikować aplikację lub wydać aktualizację w Google Play wymagany jest target 29, czyli aplikacja musi być dostosowana do Androida 10. Nowa wersja Androida ma target 30, jednak nie zmienia wymagań targetu minimalnego – nadal jest to 29. Nie dostrzegliśmy także innych niekompatybilności, zatem jeśli wasza aplikacja jest targetowana numerem 29 to raczej nie musicie się niczym martwić, a jeśli macie aplikację targetowaną niższym API i tak musicie ją dostosować do targetu 29 jeśli chcecie opublikować aktualizację. Biorąc jednak pod uwagę kolejne zmiany wprowadzane w opcjach prywatności systemu w wersji 11 spodziewamy się, że z czasem pojawią się nowe wymagania. Trudno na etapie dość wczesnej jeszcze wersji beta systemu stwierdzić, czy będą wymagane zmiany w samych aplikacjach, tak jak miało to miejsce przed rokiem przy okazji przejścia na Androida 10, czy też może raczej zmiany będą dotyczyły tylko konsoli Google Play, niemniej jednak jeśli jesteście właścicielami konta w Google Play warto zachowywać czujność w tej kwestii i śledzić kolejne informacje publikowane przez Google.

 

Wsparcie z FOSA

„Wsparcie w Gdańsku!” to pierwsza tego typu aplikacja w Polsce – nie tylko z nazwy, ale i realnie funkcjonująca na rzecz wsparcia osób z zaburzeniami psychicznymi. Realnie, gdyż po drugiej stronie ekranu smartfonów z Androidem, na których działa ten program, stoją realni ludzie – specjaliści z fundacji FOSA, od wielu lat zajmujący się pracą z osobami doświadczającymi kryzysów i trudności natury psychicznej. Skrót FOSA rozwija się jako Fundacja Oparcia Społecznego Aleksandry, a możliwość uczestniczenia w projekcie finansowanym przez Miasto Gdańsk, mającym na celu zapewnić realną pomoc mieszkańcom miasta borykającym się z problemami natury psychicznej, była dla nas i prawdziwą radością i jednocześnie ciekawą przygodą.

Samo projektowanie aplikacji od strony czysto programistycznej niczym nie różniło się oczywiście od programowania innych aplikacji – lubimy swoją pracę więc zawsze wykonujemy ją z pełnym zaangażowaniem – jednak od strony merytorycznej to już zupełnie inna historia. Fascynujące było obserwowanie jak bardzo zwykły program na Androida, w rękach doświadczonych psychologów, z narzędzia po prostu pomocnego i praktycznego – realizującego swoje funkcje – potrafi zmienić się w narzędzie przyjazne – narzędzie komunikujące się z użytkownikiem językiem dostosowanym do potrzeb grupy użytkowników, do której jest kierowane. Dotychczas z profesjonalnej pomocy w układaniu komunikatów, czy projektowaniu komunikacji wizualnej korzystaliśmy głównie podczas projektowania aplikacji dla dzieci, co wydaje się oczywiste. Tym razem mieliśmy okazję przyjrzeć się podobnej pracy wykonywanej podczas projektowania aplikacji przeznaczonej głównie dla dorosłego odbiorcy. Zaskakujące jak bardzo standardowe alerty, czy komunikaty, do których wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni w oprogramowaniu wszelkiego typu, mogą różnić się, gdy są ściśle kierowane do określonej grupy ludzi. Wychodzi na to, że słowa mają znaczenie.

 

 

Oprogramowanie dedykowane

Ostatnio pytaliście nas o co chodzi, gdy używany jest termin „Oprogramowanie dedykowane”. Wiele osób uważa, że jest to po prostu aplikacja przeznaczona dla konkretnego systemu operacyjnego, niedostępna na konkurencyjnej platformie. Czyli np. aplikacja jest dedykowana Androidowi, gdyż jest niedostępna dla systemu iOS. Nie jest to właściwa definicja tego pojęcia – o ile o jakiejkolwiek definicji można tu mówić. W żargonie informatyków, czy programistów „Oprogramowanie dedykowane” to po prostu program pisany na indywidualne zamówienie np. przedsiębiorstwa, czy instytucji i ściśle dostosowany do ich potrzeb. Są to programy niedostępne do użytku ogólnego, nie można ich pobrać z internetu, czy kupić. Oprogramowanie takie jest instalowane tylko i wyłącznie w infrastrukturze zamawiającego i służy poprawie pracy jego organizacji, czy też ma za zadanie doprowadzić do konkretnych celów – np. przynieść oszczędności poprzez usprawnienie wybranych procesów.

Czy zatem każde przedsiębiorstwo, instytucja powinna zamawiać indywidualne oprogramowanie pisane tylko dla siebie? Nie zawsze jest to zasadne. Często wystarczy użycie oprogramowania ogólnodostępnego. Jednak w dobrze przemyślanych przypadkach oprogramowanie dedykowane potrafi zapewnić wymierne i policzalne oszczędności inwestorowi i wówczas warto rozważyć jego zlecenie – czysta matematyka i twardy rachunek ekonomiczny mają tutaj głos rozstrzygający.

Przykładowo jeśli oprogramowanie może przyspieszyć proces obsługi klienta, a co za tym idzie zwiększyć liczbę osób obsługiwanych dziennie zwiększając tym samym zyski przedsiębiorstwa, jego wdrożenie będzie zasadne. Taki schemat znalazł zastosowanie m.in. w Punkcie Selektywnej Zbiórki Odpadów w Piasecznie. Dedykowany system dla tego przedsiębiorstwa usprawnia i przyspiesza proces obsługi klienta, a także wspomaga rozliczenia, prowadzenie statystyk i sporządzanie raportów. Oprogramowanie składa się z dwóch modułów:
– aplikacji dla tabletów z Androidem stosowanej w punktach obsługi klienta, bezpośrednio połączonej z systemem lokalnej karty miejskiej, co pozwala na znaczące przyspieszenie procesu przyjmowania odpadów poprzez automatyczną identyfikację klienta i pobranie jego danych niezbędnych do poprawnego rozliczenia,
– dedykowanego systemu on-line zbierającego dane z modułów terenowych, sporządzającego statystyki, rozliczenia, wizualizującego dane w postaci czytelnych wykresów, map i zestawień.

Inny scenariusz zakłada oszczędności wynikające z możliwości wykorzystania dzięki oprogramowaniu dedykowanemu istniejących zasobów, na których użycie nie pozwala oprogramowanie ogólnego użytku. Tutaj przykładem może być system przedszkolny Miasta i Gminy Piaseczno w pełni połączony i wykorzystujący zasoby istniejącego w samorządzie systemu Karty Miejskiej, co pozwoliło na znaczne oszczędności – miasto nie musi wydawać rodzicom dzieci dodatkowych kart przedszkolnych, których produkcja jest kosztowna. Do zgłaszania i rozliczania obecności dziecka w przedszkolu używana jest wydawana wszystkim mieszkańcom Karta Miejska. Sam system składa się z centralnego modułu ewidencyjnego oraz modułów zewnętrznych w postaci oprogramowania czytników NFC umieszczonych w przedszkolach. Umożliwia w pełni automatyczne ewidencjonowanie czasu przebywania dzieci w placówkach i dokonywanie rozliczeń, sporządzanie statystyk, raportów itp.

Aplikacja Terminy leczenia NFZ

Dziś mamy dla was coś szczególnie przydatnego – bezpłatna aplikacja Terminy leczenia NFZ, dostępna dla komputerów z systemem Windows 10 i telefonów z Androidem, pozwala sprawdzić najbliższy wolny termin leczenia w ramach pakietu świadczeń gwarantowanych Narodowego Funduszu Zdrowia. Aplikacja korzysta bezpośrednio z bazy kolejkowej NFZ udostępnianej poprzez API opracowane ze wsparciem UE i oferuje przeszukiwanie pełnego spektrum tej obszernej bazy dla terenu całej Polski – wyszukuje wolne miejsca i sprawdza terminy zarówno do lekarzy specjalistów, na zabiegi, badania diagnostyczne, jak i wolne miejsca w oddziałach szpitalnych.

Wyszukiwanie terminów to nie wszystko – można też bezpośrednio skontaktować się z wybranym szpitalem lub przychodnią oraz sprawdzić, czy dana placówka oferuje parking, windę, udogodnienia dla osób niepełnosprawnych itp.

 

 

Android Q - kompatybilność zachowana

No i jest – pierwsza wersja deweloperska Androida Q, która w telefonach użytkowników zacznie pojawiać się w przyszłym roku. Obejrzeliśmy, sprawdziliśmy i spieszymy z informacjami co nowego. W kwestii kompatybilności Waszych aplikacji wyprodukowanych dla Androida 5.0 Lollipop i nowszych nie musicie się niczym martwić – nie znaleźliśmy żadnych problemów z kompatybilnością i nic nie wskazuje na to, aby w kolejnych wersjach deweloperskich, aż do wydania ostatecznego miały się takowe problemy pojawić. W gruncie rzeczy Android Q nie wnosi wiele w stosunku do obecnej wersji Androida P – Pie. Jest to raczej zestaw usprawnień interfejsu użytkownika, jak cokolwiek co mogłoby wpłynąć na funkcjonalność, czy kompatybilność istniejących aplikacji. Z najważniejszych zmian:

  • Android Q pozwala zmieniać motywy systemu – kolory akcentowe, czcionki, kształty ikon. Dodaje też motyw ciemny, który może wymuszać ciemny motyw dla zewnętrznych aplikacji o ile te takowy posiadają. Warto zatem w kolejnych aktualizacjach własnych aplikacji zadbać o dodanie do nich night mode.
  • Przewidywany czas pracy na aktualnym naładowaniu akumulatora jest pokazywany na pasku szybkich ustawień.
  • Można dzielić się szczegółami o sieci Wi-Fi za pomocą kodu QR.
  • Android Q wprowadza natywny tryb pulpitu po podłączeniu zewnętrznego monitora.
  • Dodano funkcję nagrywania ekranu.

Nieco ciekawsze, aczkolwiek też nie rewolucyjne, zmiany dodano „pod maską” i mają one znaczenie jeśli planujecie rozwijanie swojej aplikacji lub produkcję nowej. Są to funkcje dostępne dla programistów, zatem ich użycie można uwzględniać podczas projektowania aplikacji:

  • Dostępne są dodatkowe informacje z aparatów – głębia obrazu i poszczególnych obiektów na ujęciu.
  • Wsparcie dla składanych smartfonów.
  • Dodatkowe ustawienia dla urządzeń IoT (Internet of Things – internet rzeczy).

Aplikacja Hotelu Warszawianka dla iPhone i telefonów z Androidem

Hotel Warszawianka to nowoczesne centrum kongresowe oferujące 300 pokoi, kila restauracji, prywatną przystań nad Narwią i masę innych atrakcji. Czterogwiazdkowy kompleks jest naprawdę duży i luksusowy. Produkcja aplikacji hotelu dla iPhone i telefonów z Androidem obejmującej szeroką ofertę kompleksu, w pełni zarządzanej przez administrację hotelu z poziomu dedykowanego panelu sterowania, stanowiła wyzwanie nie tyle z powodów programistycznych, co zaprojektowania wygodnego UX pozwalającego łatwo i przyjemnie „ogarnąć” przytłaczające wręcz miejscami bogactwo atrakcji oferowanych przez Warszawiankę.

Aplikacja pomaga poruszać się po terenie kompleksu podpowiadając, w którym miejscu aktualnie znajduje się gość. Korzystając z niej można także wyznaczyć trasę dojazdu do hotelu, zapoznać się z zapowiedziami imprez i wydarzeń kulturalnych organizowanych na terenie hotelu, zarezerwować stolik w wybranej restauracji, a także korzystać z licznych atrakcji oferowanych przez hotel. Aplikacja oferuje także gościom dostęp do boisk wielofunkcyjnych, prywatnej plaży i przystani oraz szesnastu gabinetów strefy SPA. Rodzice mogą z poziomu aplikacji zarezerwować miejsce w centrum kreatywnej zabawy dla najmłodszych.

Tych funkcji jest znacznie więcej… Jak udało się to wszystko zaserwować w przyjemnej formie aplikacji możecie sprawdzić sami.

Portfolio