,

Enterek dla najmłodszych na Windows 10

Tabliczka mnożenia z Enterkiem Windows Edition

Pamiętacie jeszcze tego jegomościa w fikuśnym wdzianku? Ma na imię Enterek i stara się uczyć dzieciaki tabliczki mnożenia. Dotychczas robił to na telefonach z Androidem i iOS, a teraz przeniósł się na komputery z systemem Windows 10.

Pandemia i nauka zdalna postawiła wyzwania nie tylko przed dorosłymi, ale także przed dziećmi. Pociechy, czy tego chcą, czy nie, spędzają kilka godzin dziennie przed komputerami – również te z najmłodszych klas. Jedną z najbardziej uciążliwych szkolnych czynności w najmłodszych klasach niewątpliwie jest nauka tabliczki mnożenia – powiedzmy sobie szczerze, zapamiętywanie „fascynujących” rzędów cyferek z tabelki na kartce, czy z tzw. tuby Pitagorasa nie nalezy do ekscytujących czynności. Tabliczka mnożenia z Enterkiem stara się złamać ten utarty schemat „nudy” – to aplikacja skierowana głównie do uczniów klas I-III szkoły podstawowej, wspomagająca naukę tabliczki mnożenia, zgodna z programem nauczania Ministerstwa Edukacji Narodowej realizowanym w szkołach. Przewodnikiem dziecka w aplikacji jest sympatyczna, animowana postać Enterek, który stopniowo wprowadza najmłodszych w świat tabliczki mnożenia za pomocą interaktywnych gier i zabaw, odpowiednio zachęcając i motywując dzieci do podejmowania prób nauki.

System motywacyjny oferujący najmłodszym nagrody, odznaczenia, gry i rozmaite niespodzianki za naukę został przygotowany pod kontrolą doświadczonych pedagogów, w poszanowaniu dziecięcej psychologii. Opracowano go na podstawie obserwacji nauczycieli wychowania wczesnoszkolnego i z uwzględnieniem sugestii rodziców dzieci w wieku wczesnoszkolnym, takich jak np. fakt, że dzieci z klas I-III miewają jeszcze niekiedy problemy z czytaniem – dlatego aplikacja, dzięki innowacyjnym algorytmom, komunikuje się z dzieckiem językiem w pełni naturalnym.

Dotychczas Enterek był przeznaczony głównie do szybkiej sesji powtórkowej w drodze do szkoły – w autobusie, czy tramwaju – na smartfonie. Teraz, skoro dzieciaki i tak muszą spędzać czas przed komputerami, przeportowaliśmy go na komputery osobiste z Windows 10. Mamy nadzieję, że umili to i ułatwi nieco najmłodszym naukę zdalną. Aplikacja nie wyświetla reklam i nie zbiera żadnych danych. Możecie ją pobrać bezpłatnie ze sklepu Microsoftu:

 

 

,

Pomocnik WCAG 2.1 – Windows Edition

Pomocnik WCAG 2.1 - Windows Edition

Przedstawiamy aplikację Pomocnik WCAG 2.1, zastępującą naszą znaną aplikację Pomocnik WCAG 2.0. Nowa aplikacja została napisana zupełnie od nowa, znacząco rozbudowana i wyposażona w nowe funkcje. Zapewnia najszerszy na rynku zakres analizy dostosowania strony WWW do standardu WCAG 2.1 (do poziomu AAA). Nowy, rozbudowany silnik i zaawansowane algorytmy, które zastosowaliśmy, spowodowały, że tym razem zdecydowaliśmy się nie wydawać wersji mobilnej, a wyłącznie wersję desktopową – Pomocnik WCAG 2.1 jest aplikacją desktopową przeznaczoną dla systemu Windows 10. Pobierzecie ją bezpłatnie ze sklepu Microsoft Store.

Aplikacja Pomocnik WCAG 2.1 to praktyczne narzędzie ułatwiające prowadzenie i kontrolę audytu stron WWW, aplikacji wyprowadzających kod wynikowy zgodny z technologią HTML publikowanych w przestrzeni WWW i systemów teleinformatycznych wyprowadzających kod wynikowy zgodny z technologią HTML dostępnych w Internecie, pod kątem dostępności dla osób niepełnosprawnych zgodnie z wytycznymi zawartymi w instrukcji WCAG 2.1. Aplikacja zapewnia ponad 180 zautomatyzowanych testów i analiz pod kątem zgodności strony WWW ze specyfikacją WCAG 2.1.

Aplikacja jest przeznaczona do analizy stron WWW i aplikacji internetowych opublikowanych w języku polskim (PL).

Z racji swojego charakteru, aplikacja Pomocnik WCAG 2.1 jest kierowana przede wszystkim do webmasterów i osób odpowiedzialnych w jednostkach administracyjnych i publicznych za wdrożenie „Ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych” z dnia 4 kwietnia 2019 r., w szczególności w zakresie dostosowania stron WWW, aplikacji i systemów informatycznych do specyfikacji WCAG 2.1.

Dla przypomnienia – Pomocnik WCAG 2.0 to aplikacja mobilna wydana przez nas 4 lata temu, która pomagała dostosować strony WWW do standardu WCAG 2.0. Wielu z Was nadal chętnie z niej korzysta, bardziej z braku alternatywy, jak z faktycznej obecnie przydatności tego kodu. Czas płynie do przodu, standardy się zmieniają. „Rozporządzenie Rady Ministrów z 12 kwietnia 2012 r. w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności” zostało zastąpione „Ustawą o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych”, a specyfikację WCAG 2.0, zastąpiła jej nowsza wersja WCAG 2.1. Nie znaczy to, że Pomocnik WCAG 2.0 przestał być całkowicie użyteczny, gdyz specyfikacja WCAG 2.1 nie różni się znacząco od WCAG 2.0. W starej aplikacji brakuje jednak nowych testów i analiz dostosowanych do nowych wytycznych wprowadzanych nowszą wersją specyfikacji. Stąd nowa, rozbudowana wersja dostosowana do WCAG 2.1 i „Ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych”.

Należy przy tym pamiętać, co zawsze podkreślaliśmy i będziemy podkreślać, że wskazania jakiejkolwiek aplikacji, również naszej Pomocnik WCAG 2.1 w żadnym wypadku nie mogą być traktowane jako ekwiwalent przeprowadzenia audytu dostępności strony WWW, czy aplikacji mobilnej lub internetowej, wymaganego „Ustawą o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych”. Wskazania aplikacji należy traktować jedynie orientacyjnie, jako pomoc przy planowaniu obszarów audytu, mając jednocześnie na uwadze, że audyt dostępności strony WWW lub aplikacji mobilnej obowiązkowo wymaga współpracy z osobami niepełnoprawnymi podczas jego przeprowadzania.

 

 

,

Prywatność 2.0

Prywatność 2.0

Omawiając wersje beta nowych systemów operacyjnych Android i iOS wspominaliśmy, że szykują się znaczne zmiany w zakresie ochrony prywatności użytkowników zarówno w Google Play, jak i w App Store. To, co kilka miesięcy temu nie było do końca jeszcze wiadome, teraz jest już pewne. Zmiany dotyczą zarówno Google Play, jak i App Store, zatem jeśli macie aplikacje na którejś z tych platform zdecydowanie warto się im przyjrzeć bliżej. Pozwoli to uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci wyrzucenia aplikacji ze sklepu. Zmiany w iOS nie wymagają aktualizacji kodu aplikacji, w Androidzie w niewielkim stopniu. Na obu platformach wymagają jednak zainteresowania się tym, co dzieje się na waszym koncie.

Zacznijmy od App Store, gdyż tu zmiany są mniej restrykcyjne dla właściciela aplikacji. Jeśli nie planujecie nic robić ze swoją aplikacją, to nie musicie czytać dalej – zmiany nie dotyczą dotychczas wydanego kodu. Jeśli jednak planujecie nową aplikację lub publikację aktualizacji dla istniejącej aplikacji koniecznie zajrzyjcie do nowej sekcji „Prywatność” widocznej na karcie aplikacji w App Store. Znajdziecie tam rozbudowany formularz dotyczący prywatności i sposobu wykorzystywania danych przez waszą aplikację, który trzeba wypełnić przed przesłaniem aplikacji lub aktualizacji do recenzji. Formularz jest szczegółowy, jego wypełnianie irytujące, jednak jeśli przez to nie przebrniecie, aplikacja nie zostanie opublikowana. W samym kodzie aplikacji nowe opcje prywatności App Store nie implikują zmian – po stronie iOS wszystko pozostaje bez zmian.

W Google Play jest dużo bardziej restrykcyjnie. Zmiany są znaczące i implikują aktualizację kodu aplikacji. Jeśli wasza aplikacja korzysta z jednego z uprawnień newralgicznych: telefon, SMS, czujniki zdrowia, lokalizacja w tle, do 17 stycznia 2021 macie czas, aby wprowadzić w niej odpowiednie zmiany, opublikować aktualizację i wypełnić stosowny formularz uprawnień w sklepie Google Play. Każda aplikacja korzystająca, z któregoś z tych uprawnień będzie ręcznie zatwierdzana przez Google. Oprócz odpowiednich zapisów w Polityce Prywatności, w samej aplikacji musi znaleźć się informacja, że aplikacja korzysta z uprawnienia newralgicznego i wyjaśnienie po co to robi. Nie wystarczy uzyskanie zgody użytkownika na wykorzystanie uprawnień. W samej aplikacji też musi znaleźć się stosowna informacja. I to nie gdzieś w menu, wyskakującym oknie itp. – informacja ma być wyeksponowana w miejscu łatwo widocznym podczas normalnego użycia aplikacji. Po takim zaktualizowaniu kodu aplikacji, należy przesłać pakiet update do Google Play, wypełnić formularz uprawnień (w wymaganiach m.in. załączenie filmu pokazującego wykorzystanie uprawnienia newralgicznego – sic!) i czekać na decyzję Google. Pomimo spełnienia wszystkich wymagań nie ma żadnej gwarancji, że Google aplikację wam zatwierdzi, a drogi odwoławczej, jak zwykle w wypadku tej firmy, nie ma. Abstrahując od powodów, dla których Google zdecydowało się na tak restrykcyjny model, warto o tych zmianach pamiętać również planując przyszłe aplikacje na Androida, jeśli mają być dystrybuowane za pomocą Google Play – jeśli macie w planach wykorzystanie któregoś z uprawnień newralgicznych, nie ma pewności, że program zostanie opublikowany nawet pomimo spełnienia wszystkich formalnych wymogów – po 17 stycznia 2021 będzie to zależało wyłącznie od kaprysu Google. Warto zatem kilkukrotnie przemyśleć, czy wasza aplikacja na Androida na pewno będzie potrzebować np. funkcji SMS lub lokalizacji w tle.

 

Terminy Leczenia NFZ – Windows Edition

Terminy Leczenia NFZ - Windows Edition

Wszyscy znacie (a przynajmniej chcielibyśmy, aby tak było :)) naszą apkę mobilną wykorzystującą API Terminy Leczenia oferowane przez NFZ. W skrócie: oferowane przez NFZ API (Advanced Programming Interface) Terminy Leczenia – i co za tym idzie aplikacja „Terminy leczenia NFZ” – ma bezpośredni dostęp do bazy kolejkowej NFZ i pozwala wyszukiwać wolne miejsca i terminy do lekarzy, w szpitalach oraz na różne procedury medyczne w całym kraju bezpośrednio w bazie Narodowego Funduszu Zdrowia.

Narzekacie na tą aplikację niemiłosiernie – zwłaszcza na aktualność danych i dziwaczne nazwy procedur medycznych, często nie kojarzące się z tym co wszyscy znamy jako „wizyta u lekarza”. Narzekajcie do woli – „weźmiemy na klatę”, bo i tak nie mamy żadnego wpływu, ani na aktualność danych, ani na nazewnictwo stosowane przez NFZ (przyznajmy – bywa… kreatywne 🙂 ). Aplikacja służy do bezpośredniego szukania w bazie NFZ – nie stosuje własnych nazw, terminologii itp. – wszystko co w niej widzicie pochodzi bezpośrednio z NFZ. Jak zadzwonicie do Pani na infolinii NFZ, która telefonicznie udziela porad dotyczących terminów leczenia, a Pani „podłubie” w swoim komputerze, to poda Wam te same dane, które widzicie w aplikacji „Terminy Leczenia NFZ” – system NFZ i aplikacja korzystają bowiem z tego samego źródła danych – bazy kolejkowej NFZ.

Narzekacie na aplikację mobilną, a jednocześnie narzekacie, że nie ma wersji desktopowej na Windows, bo na małym ekranie przeszukiwanie danych nie jest zbyt wygodne. Narzekacie – macie 🙂 Znacząco rozbudowana wersja desktopowa dla Windows już na Was czeka. Wymagany Windows 10 i dostęp do Internetu. Aplikację możecie pobrać bezpłatnie ze sklepu Microsoft Store – link na końcu wpisu. Teraz macie więcej powodów do narzekania 🙂 Miłego 🙂

 

 

,

Jaką technologię na siebie włożyć?

Jaką technologię na siebie włożyć?

Styczeń sprzyja wszelkiego rodzaju podsumowaniom i zestawieniom. My postanowiliśmy przyjrzeć się rynkowi elektronicznych urządzeń, które można na siebie założyć, czyli tzw. wearables. Skłoniły nas do tego publikowane w 2019 roku niezależne raporty Canalys i IDG, analizujące ten rynek. Raporty obu firm analitycznych różnią się podawanymi liczbami, jednak jedno je łączy – na pierwszy rzut oka mają wydźwięk entuzjastyczny – rynek urządzeń wearables, po lekkiej zadyszce w roku 2018, w roku 2019 rósł jak na drożdżach o blisko 100% rok do roku. Diabeł tkwi jednak w szczegółach – do kategorii produktów wearables zaliczają się nie tylko zegarki, opaski fitness itp. ale także słuchawki – to głównie ich sprzedaż wygenerowała tak znaczący wzrost. Kategorie produktów takich, jak zegarki, czy opaski fitness też rosną – uśredniając o ok. 40% w stosunku rok do roku – jednak znacznie mniej dynamicznie. Przyjmując uśrednione wartości z zestawień obu domów analitycznych, na światowym rynku sprzedano blisko 180 milionów urządzeń typu wearables. Z czego 48% to słuchawki, 23% opaski fitness, 21% zegarki. 8% stanowiły produkty z kategorii „inne”. Światowym liderem sprzedaży wearables jest Apple – 35%, na drugim miejscu Xiaomi – 14,6%, trzecią lokatę zajmuje Samsung – 9,8%, czwartą Huawei – 8,4%, piątą Fibit – 4,1%, a inni producenci stanowią pozostałe 28,1%.
Na rynku polskim sytuacja jest zupełnie inna – najwięcej do powiedzenia mają firmy oferujące produkty zdecydowanie tańsze od Apple i Samsunga. Liderem polskiego rynku wearables jest Huawei – 32%, goni go Xiaomi – 26%, trzeci stopień podium należy do Samsunga – 22%, a Apple znalazło się na miejscu czwartym – 14%. Pozostałe 6% to producenci „inni”.

Statystyki i analizy swoją drogą, lecz nas z całej tej kategorii produktów interesują najbardziej dwa: zegarki i opaski fitness, jako że są to urządzenia pozwalające na opracowywanie użytecznych aplikacji. Biorąc pod uwagę strukturę sprzedaży widać wyraźnie, że rynek urządzeń tego typu dojrzał. Notuje niezbyt spektakularny, jednak stabilny wzrost, co oznacza, że tam, gdzie jest to zasadne, aplikacja pracująca na nadgarstku użytkownika powinna być ujmowana w planie produkcji oprogramowania, jako wartościowe uzupełnienie „workflow” lub możliwy kanał dotarcia. Na pewno w procesie projektowania środowiska programowego nie warto brać pod uwagę aplikacji na urządzenia ubieralne z tzw. powodów prestiżowych, czy w celach czysto marketingowych – biorąc pod uwagę strukturę rynku, zlecanie produkcji aplikacji na zegarki w takim wypadku byłoby wyłącznie sztuką dla sztuki. Reszta scenariuszy zależy od analizy przypadku. W sytuacjach, gdy ma to uzasadnienie z użytkowego punktu widzenia, wearables powinny być włączane w projekt.

Należy jednak wziąć pod uwagę, że samo planowanie w najbliższym czasie będzie trudne z powodu obarczenia procesu jedną dużą niewiadomą. Rynek wearables, w który ewentualnie warto inwestować, od strony programowej obejmuje trzy główne systemy operacyjne – watchOS (Apple), Tizen (Samsung) i WearOS (Google). O ile pozycja pierwszych dwóch jest stabilna z tendencją wyraźnie wzrostową (razem pokrywają blisko 50% rynku), o tyle sytuacja z WearOS jest zastanawiająca. Google najwyraźniej ma poważny problem z wypromowaniem swojego systemu – obecnie korzystają z niego po części Huawei i Xiaomi, rzadko Samsung, a jednym z największych producentów wykorzystujących system Google jest Fossil – nie ujęty nawet w raportach Canalys i IDG. Sytuacja WearOS jest zatem niepewna. Czy niedawne przejęcie firmy Fibit przez Google coś tutaj zmieni? Czas pokaże.

,

Oprogramowanie dedykowane

Oprogramowanie dedykowane

Ostatnio pytaliście nas o co chodzi, gdy używany jest termin „Oprogramowanie dedykowane”. Wiele osób uważa, że jest to po prostu aplikacja przeznaczona dla konkretnego systemu operacyjnego, niedostępna na konkurencyjnej platformie. Czyli np. aplikacja jest dedykowana Androidowi, gdyż jest niedostępna dla systemu iOS. Nie jest to właściwa definicja tego pojęcia – o ile o jakiejkolwiek definicji można tu mówić. W żargonie informatyków, czy programistów „Oprogramowanie dedykowane” to po prostu program pisany na indywidualne zamówienie np. przedsiębiorstwa, czy instytucji i ściśle dostosowany do ich potrzeb. Są to programy niedostępne do użytku ogólnego, nie można ich pobrać z internetu, czy kupić. Oprogramowanie takie jest instalowane tylko i wyłącznie w infrastrukturze zamawiającego i służy poprawie pracy jego organizacji, czy też ma za zadanie doprowadzić do konkretnych celów – np. przynieść oszczędności poprzez usprawnienie wybranych procesów.

Czy zatem każde przedsiębiorstwo, instytucja powinna zamawiać indywidualne oprogramowanie pisane tylko dla siebie? Nie zawsze jest to zasadne. Często wystarczy użycie oprogramowania ogólnodostępnego. Jednak w dobrze przemyślanych przypadkach oprogramowanie dedykowane potrafi zapewnić wymierne i policzalne oszczędności inwestorowi i wówczas warto rozważyć jego zlecenie – czysta matematyka i twardy rachunek ekonomiczny mają tutaj głos rozstrzygający.

Przykładowo jeśli oprogramowanie może przyspieszyć proces obsługi klienta, a co za tym idzie zwiększyć liczbę osób obsługiwanych dziennie zwiększając tym samym zyski przedsiębiorstwa, jego wdrożenie będzie zasadne. Taki schemat znalazł zastosowanie m.in. w Punkcie Selektywnej Zbiórki Odpadów w Piasecznie. Dedykowany system dla tego przedsiębiorstwa usprawnia i przyspiesza proces obsługi klienta, a także wspomaga rozliczenia, prowadzenie statystyk i sporządzanie raportów. Oprogramowanie składa się z dwóch modułów:
– aplikacji dla tabletów z Androidem stosowanej w punktach obsługi klienta, bezpośrednio połączonej z systemem lokalnej karty miejskiej, co pozwala na znaczące przyspieszenie procesu przyjmowania odpadów poprzez automatyczną identyfikację klienta i pobranie jego danych niezbędnych do poprawnego rozliczenia,
– dedykowanego systemu on-line zbierającego dane z modułów terenowych, sporządzającego statystyki, rozliczenia, wizualizującego dane w postaci czytelnych wykresów, map i zestawień.

Inny scenariusz zakłada oszczędności wynikające z możliwości wykorzystania dzięki oprogramowaniu dedykowanemu istniejących zasobów, na których użycie nie pozwala oprogramowanie ogólnego użytku. Tutaj przykładem może być system przedszkolny Miasta i Gminy Piaseczno w pełni połączony i wykorzystujący zasoby istniejącego w samorządzie systemu Karty Miejskiej, co pozwoliło na znaczne oszczędności – miasto nie musi wydawać rodzicom dzieci dodatkowych kart przedszkolnych, których produkcja jest kosztowna. Do zgłaszania i rozliczania obecności dziecka w przedszkolu używana jest wydawana wszystkim mieszkańcom Karta Miejska. Sam system składa się z centralnego modułu ewidencyjnego oraz modułów zewnętrznych w postaci oprogramowania czytników NFC umieszczonych w przedszkolach. Umożliwia w pełni automatyczne ewidencjonowanie czasu przebywania dzieci w placówkach i dokonywanie rozliczeń, sporządzanie statystyk, raportów itp.

,

Internet rzeczy

Internet rzeczy

Wyobraźcie sobie taką scenkę: wracacie autobusem z pracy do domu, tuż po wejściu do pojazdu wasz smartfon wibruje – powiadomienie o pobraniu opłaty za bilet – kasowników w autobusach nie ma od dawna. Chwilę później kolejne powiadomienie – lodówka uprzejmie informuje że skończyło się mleko, wobec czego zamówiła nową butelkę i po powrocie należy odebrać przesyłkę dostarczoną dronem na balkon, a ponadto kończy się termin przydatności do spożycia sera, w związku z czym trzeba go dziś zjeść lub wyrzucić. Czytacie dobre rady własnej lodówki i przy okazji wydajecie dyspozycję, że po waszym powrocie w domu ma panować temperatura 20 stopni, w ekspresie ma być gorąca kawa, a z głośników mają dobiegać dźwięki V symfonii Beethovena. Poinstruowany dom ustawi wymagane przez was parametry nie za wcześnie, żeby oszczędzać energię. Dom „wie” gdzie jesteście i kiedy wrócicie – zna wsze położenie dzięki geolokalizacji.

Wizja przyszłości? Otóż nie. Technologie pozwalające na taki styl życia są dostępne obecnie. Nie są jeszcze powszechne (poza geolokalizacją – choć na razie zamiast waszego domu o tym gdzie jesteście najlepiej wie Google), jednak za kilka-kilkanaście lat tak będzie wyglądało codzienne funkcjonowanie. Umożliwi to Internet rzeczy (z angielskiego IoT – Internet of Things). Wbrew pozorom nie jest to nowa koncepcja. Pierwszy raz użyto tej nazwy w 1999 r. Wówczas jednak brzmiało to jak futurystyczne mrzonki. Dwadzieścia lat później nikt już nie reaguje ironią, gdy pada ta nazwa. Smartfony, smartzegarki, smartopaski, smart-TV, smart-pralki, smart-lodówki – wszystko staje się „smart”, czyli wyposażone w oprogramowanie, aplikacje i połączone z Internetem. Każdy przedmiot codziennego użytku wkrótce będzie miał stałe połączenie z internetem. Nie tylko wszystkie moduły wchodzące w skład inteligentnych domów – sprzęt RTV, AGD, oświetlenie, instalacja grzewcza, liczniki, zegary. Także samochody, czujniki, czytniki stosowane w przemyśle, transporcie, czy handlu – wszystko połączone z siecią i wzajemnie wymieniające informacje – Internet rzeczy.

Rozwój i budowa IoT właśnie trwa – planując swoje działania na rynku oprogramowania, czy potrzeby IT dla swojej firmy lub organizacji należy mieć go na uwadze. Od mglistej idei do rozpoczęcia faktycznej budowy IoT minęło 20 lat. Za kolejne 20 lat Internet rzeczy będzie częścią codzienności. Rodzi to oczywiście dylematy natury odmiennej jak rozważania czysto programistyczne, czy technologiczne – np. kwestie prywatności, możliwości permanentnej inwigilacji (już obecnie każdy, kto ma smartfon z Androidem powinien coś na ten temat wiedzieć) – my jednak na naszym blogu zajmujemy się sprawami wyłącznie technologicznymi i związanymi z programowaniem, zatem roztrząsanie kwestii etycznych zostawimy autorom blogów o etyce.

,

Gdzie do lekarza

Aplikacja Terminy leczenia NFZ

Dziś mamy dla was coś szczególnie przydatnego – bezpłatna aplikacja Terminy leczenia NFZ, dostępna dla komputerów z systemem Windows 10 i telefonów z Androidem, pozwala sprawdzić najbliższy wolny termin leczenia w ramach pakietu świadczeń gwarantowanych Narodowego Funduszu Zdrowia. Aplikacja korzysta bezpośrednio z bazy kolejkowej NFZ udostępnianej poprzez API opracowane ze wsparciem UE i oferuje przeszukiwanie pełnego spektrum tej obszernej bazy dla terenu całej Polski – wyszukuje wolne miejsca i sprawdza terminy zarówno do lekarzy specjalistów, na zabiegi, badania diagnostyczne, jak i wolne miejsca w oddziałach szpitalnych.

Wyszukiwanie terminów to nie wszystko – można też bezpośrednio skontaktować się z wybranym szpitalem lub przychodnią oraz sprawdzić, czy dana placówka oferuje parking, windę, udogodnienia dla osób niepełnosprawnych itp.

 

 

,

Android Q – kompatybilność zachowana

Android Q - kompatybilność zachowana

No i jest – pierwsza wersja deweloperska Androida Q, która w telefonach użytkowników zacznie pojawiać się w przyszłym roku. Obejrzeliśmy, sprawdziliśmy i spieszymy z informacjami co nowego. W kwestii kompatybilności Waszych aplikacji wyprodukowanych dla Androida 5.0 Lollipop i nowszych nie musicie się niczym martwić – nie znaleźliśmy żadnych problemów z kompatybilnością i nic nie wskazuje na to, aby w kolejnych wersjach deweloperskich, aż do wydania ostatecznego miały się takowe problemy pojawić. W gruncie rzeczy Android Q nie wnosi wiele w stosunku do obecnej wersji Androida P – Pie. Jest to raczej zestaw usprawnień interfejsu użytkownika, jak cokolwiek co mogłoby wpłynąć na funkcjonalność, czy kompatybilność istniejących aplikacji. Z najważniejszych zmian:

  • Android Q pozwala zmieniać motywy systemu – kolory akcentowe, czcionki, kształty ikon. Dodaje też motyw ciemny, który może wymuszać ciemny motyw dla zewnętrznych aplikacji o ile te takowy posiadają. Warto zatem w kolejnych aktualizacjach własnych aplikacji zadbać o dodanie do nich night mode.
  • Przewidywany czas pracy na aktualnym naładowaniu akumulatora jest pokazywany na pasku szybkich ustawień.
  • Można dzielić się szczegółami o sieci Wi-Fi za pomocą kodu QR.
  • Android Q wprowadza natywny tryb pulpitu po podłączeniu zewnętrznego monitora.
  • Dodano funkcję nagrywania ekranu.

Nieco ciekawsze, aczkolwiek też nie rewolucyjne, zmiany dodano „pod maską” i mają one znaczenie jeśli planujecie rozwijanie swojej aplikacji lub produkcję nowej. Są to funkcje dostępne dla programistów, zatem ich użycie można uwzględniać podczas projektowania aplikacji:

  • Dostępne są dodatkowe informacje z aparatów – głębia obrazu i poszczególnych obiektów na ujęciu.
  • Wsparcie dla składanych smartfonów.
  • Dodatkowe ustawienia dla urządzeń IoT (Internet of Things – internet rzeczy).
,

Apple i NFC

Aplikacja karty miejskiej Gminy Piaseczno dla telefonów z systemem iOS i Android.

Aplikacje typu Karta Miejska stają się coraz powszechniejsze wraz z postępującą cyfryzacją życia codziennego. Jedną z najnowszych jest aplikacja Miasta i Gminy Piaseczno (od premiery minął zaledwie miesiąc). Produkcja tej aplikacji okazała się o tyle interesująca, że przyniosła nam przygodę ze sprzętem Apple – przygodę, podczas której frustrację, że Apple (które jako firma będąca producentem systemu iOS ma do tego pełne prawo) czegoś ponownie programistom zabrania, udało się przekuć w funkcję wzbogacającą usability apki i poprawiającą komfort jej obsługi dla użytkownika końcowego.

Ale po kolei – założenie było takie, że aplikacja ma korzystać z dedykowanego API i umożliwiać odczyt wyemitowanych już przez Gminę Piaseczno i będących w rękach mieszkańców kart za pomocą NFC. Karty wyprodukowano w jednym z bezpiecznych, szyfrowanych standardów, których… iOS nie obsługuje. Ściśle rzecz ujmując obsługuje, jednak tylko pierwszy, w pełni otwarty i nieszyfrowany sektor pamięci kart zawierający tzw. tag publiczny. W założeniach Apple, NFC ma bowiem służyć do obsługi płatności Apple Pay i ewentualnie do odczytywania publicznie dostępnych informacyjnych tagów NFC w miejscach takich jak muzea, czy galerie handlowe. Odczyt szyfrowanych sektorów kart pod iOS za pomocą NFC jest zatem niemożliwy, a tymczasem potrzebny do poprawnej obsługi numer karty jest bezpiecznie zaszyfrowany właśnie w tych sektorach…

Dla kreatywnego programisty nie ma jednak sytuacji bez wyjścia. Na każdej karcie nadrukowany jest kod kreskowy pozwalający ją zidentyfikować, a iPhone i iPad są wyposażone w aparat fotograficzny. Zatem NFC w przypadku systemu iOS można zastąpić skanerem kodów kreskowych. I tak, funkcjonalnie na ograniczeniu narzucanym przez Apple w iOS zyskali użytkownicy wersji na system Android, którzy mogą odczytywać swoje karty i za pomocą NFC i za pomocą skanowania kodu kreskowego.