Wsparcie Google Play dla deweloperów to fake

For the English translation please scroll the page down.


Dzisiejszy wpis będzie przeznaczony dla developerów i wydawców mających do czynienia z Google Play od strony „kuchni” – czyli konsoli Google Play. Wszyscy wiemy, że ostatnio dzieje się na tej platformie coś niedobrego, a relacje pomiędzy developerami, a Google Play są – delikatnie mówiąc – napięte. Trudno powiedzieć, czy to ze względu na braki kadrowe spowodowane pandemią, czy po prostu Google już tak urosło w pozycję monopolisty, że zaczęło ignorować podstawową zasadę jakichkolwiek relacji – wzajemny szacunek. Gorzej – zaczęło obrażać inteligencję partnerów.

Każdy deweloper wie jak trudne bywają relacje z Google Play. Ciągłe zmiany regulaminu, brak informacji z wyprzedzeniem o konieczności zmian, usuwanie aplikacji ze sklepu bez ostrzeżenia i dania możliwości dostosowania się do wymagań. Systemowy, instytucjonalny i intencjonalny brak jakiejkolwiek realnej drogi odwoławczej. I wieczne próby nieudolnego udowadniania, że wszystko zawsze jest winą dewelopera, który nie przestrzega zasad Google Play. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do takiego stanu rzeczy – abstrahując od tego na ile jest zasadne i dlaczego pozwalamy się w ten sposób traktować – jednak takiego popisu niekompetencji jaki Google Play dało nam ostatnio nie sposób pominąć milczeniem.

W każdej komunikacji z developerami, Google twierdzi, że za ich działaniami stoją specjaliści. Tak niestety nie jest, a znakomitą większość korespondencji załatwia automat – nikt w Google nie czyta korespondencji, o czym jesteśmy przekonani. Ale na potrzeby opisu poniższej sytuacji przyjmijmy, że, zgodnie z treścią, jaką przekazuje Google w swoich komunikatach, za tym rzeczywiście stoi człowiek. A więc, jeśli tak jest drogie Google, ludzie zatrudnieni przez was jako support Google Play są na tyle skrajnie niekompetentni, że… nie potrafią poprawnie przepisać hasła w pole logowania.

Otóż ostatnio publikowaliśmy w Google Play aplikację dla jednego z samorządów. Aplikacja jest w języku polskim, dystrybuowana tylko na Polskę i wymaga aktywacji za pomocą loginu użytkownika. Podaliśmy potrzebne loginy w konsoli Google Play, aby osoby przeprowadzające sprawdzanie aplikacji przed opublikowaniem mogły ją aktywować. Dwa dni później przychodzi e-mail od Supportu Google, że aplikacja została odrzucona, gdyż podane dane są niepoprawne i nie można aktywować aplikacji. Do e-maila dołączono zrzuty ekranu mające obrazować nieudane próby aktywacji aplikacji. Pierwsza myśl – musieliśmy pomylić się wpisując dane w konsoli Google Play. Sprawdzamy – dane są poprawne. Zatem o co chodzi? Szybka analiza przesłanych przez Google zrzutów ekranu ujawniła jedno – ani razu nie wpisano poprawnie podanych loginów! Jak można aktywować aplikację, jeśli nie wpisze się poprawnego hasła? I żeby te hasła były jakieś skomplikowane… Nie, najprostsze, typowe, testowe frazy, aby nie utrudniać życia ludziom testującym aplikację. Aby nie być gołosłownym loginy brzmiały „StudentTestowy”, „InstruktorTestowy” i „InstruktorTestowyPanel”. To co wpisywał „recenzent” Google w pole logowania możecie zobaczyć na załączonych screenach – wielkie i małe litery nie miały dla niego jakiegokolwiek znaczenia… I nasze absolutnie ulubione – automatycznie przetłumaczone polskie słowo „Instruktor” na angielskie „instructor”. Hasło z pomylonymi wielkimi i małymi literami oraz z frazami przetłumaczonymi automatycznie na inny język, co zmienia w nich znaki, nie działa? To wina dewelopera! Serio? Drogie Google, powodzenia w udowadnianiu nam, że tą „recenzję” robił człowiek.

No cóż – uśmialiśmy się i skorzystaliśmy z możliwości odwołania – teoretycznie istnieje taka możliwość. Napisaliśmy grzecznie, że dane podane w konsoli Google Play są poprawne, proszę je po prostu dokładnie przepisać. Podczas wysyłania formularza odwołania jest komunikat: „Twoją sprawą zajmie się specjalista, ale musisz być cierpliwy, bo jest pandemia i nie wyrabiamy z ilością zgłoszeń”. Odpowiedź na owe odwołanie nawet nas nie zdziwiła. Cytujemy „Jak będziesz gotowy podać nam poprawne dane logowania, to to zrób”. No przecież właśnie Wam napisaliśmy, że podaliśmy poprawne dane…

Aby nie przedłużać – aplikacji w Google Play nie sprawdzają ludzie i nikt w Google nie czyta ewentualnych odwołań. Automat na podstawie powodu odrzucenia aplikacji wysyła predefiniowaną odpowiedź. Krótko rzecz ujmując, jakikolwiek support Google Play to fake.

Oczywiście możemy uznać, że nasze aplikacje są z punktu widzenia Google bezwartościowe – są bezpłatne, nie pokazują setek reklam i nie mają zakupów w aplikacji – z punktu widzenia Google Play nie przynoszą zatem zysków. Aplikacja samorządowa, opłacona z pieniędzy podatników, nie dokłada się bezpośrednio do wyniku finansowego platformy Google – to jest bezsporne. Niemniej jednak nie możemy przyjąć braku elementarnego poszanowania dla inteligencji partnerów. Tak drogie Google – developer mający dostęp do konsoli Google Play to Wasz partner, wspierający platformę swoją pracą i innowacyjnością. Chyba o tym całkowicie zapomnieliście.


Today’s post will be for developers and publishers dealing with Google Play from the „behind the scenes” – which is the Google Play console. We all know that recently something bad is happening on this platform, and the relationships between developers and Google Play is – to put it mildly – tense. It’s hard to say whether this is due to staff shortages caused by the pandemic, or simply Google has grown so much in the position of a monopolist that it began to ignore the basic principle of any relationship – mutual respect. Worse – it began to insult the intelligence of its partners.

Every developer knows how difficult the relationship with Google Play can be. Constant changes to the rules, no information in advance about the need for changes, removal of applications from the store without warning and giving the opportunity to adapt to the requirements. Systemic, institutional and intentional lack of any real way to appeal. And eternal attempts to ineptly prove that everything is always the fault of the developer who does not follow Google Play rules. We’ve all become accustomed to this state of affairs – regardless of how justified it is and why we allow ourselves to be treated this way – but the display of incompetence that Google Play has recently given us cannot be passed over in silence.

In every communication with developers, Google claims to have specialists behind their actions. Unfortunately, this is not the case, and the vast majority of correspondence is handled by an automaton – no one at Google reads correspondence, which we are convinced of. But for the purpose of describing the following situation, let’s assume that, according to the content Google communicates in its messages, there is indeed a human behind this. So, if this is the case dear Google, the people you employ as Google Play support are so extremely incompetent that…. can’t rewrite the password correctly into the login field.

Well, recently we published in Google Play an application for one of the local governments. The application is in Polish language, distributed only in Poland and requires activation with user login. We have provided the necessary logins in the Google Play console, so that people checking the application before publication could activate it. Two days later, we receive an email from Google Support saying that the application has been rejected because the data provided is incorrect and the application cannot be activated. The email is accompanied by screenshots supposed to illustrate the failed attempts to activate the app. The first thought – we must have made a mistake when entering the data in the Google Play console. We check – the data are correct. So what is it all about? A quick analysis of screenshots sent by Google revealed one thing – not once were the logins entered correctly! How can you activate the application if you do not enter the correct password? And if these passwords were somehow complicated… No, the simplest, typical, test phrases, so as not to make life difficult for people testing the application. To avoid being lip service, the logins were „StudentTestowy”, „InstruktorTestowy” and „InstruktorTestowyPanel”. You can see what the Google „reviewer” typed into the login field on the attached screenshots – uppercase and lowercase letters had no meaning for him… And our absolute favorite – automatically translated Polish word „Instruktor” into English „instructor”. Password with mixed up uppercase and lowercase letters and phrases automatically translated into another language, which changes characters in them, does not work? That’s the developer’s fault! Really? Dear Google, good luck proving to us that this „review” was done by a human.

Well – we laughed and took the opportunity to appeal – theoretically there is such a possibility. We wrote politely that the data given in the Google Play console is correct, please just transcribe it exactly. When sending the cancellation form there is a message: „Your case will be handled by a specialist, but you must be patient, because there is a pandemic and we can’t keep up with the number of requests”. The response to this appeal did not even surprise us. We quote „When you are ready to provide us with correct login details, please do so”. Well, we just wrote you that we gave you the correct data…

Conclusion – applications in Google Play are not checked by people and nobody in Google reads any appeals. Based on the reason for application rejection, the automaton sends a predefined response. In short, any Google Play support is fake.

Of course, we can consider our apps worthless from Google’s point of view – they are free, don’t show hundreds of ads and don’t have in-app purchases – so from Google Play’s point of view, they are not profitable. The local government app, paid for with taxpayers' money, does not contribute directly to the bottom line of Google’s platform – this is indisputable. Nevertheless, we cannot accept the lack of elementary respect for the intelligence of partners. Yes dear Google – a developer who has access to the Google Play console is your partner, supporting the platform with their work and innovation. You seem to have completely forgotten this.

Prywatność 2.0

W ubiegłym roku omawialiśmy planowane zmiany w Google Play w zakresie ochrony prywatności użytkowników. Jeśli macie aplikacje na Androida na tej platformie przypominamy, że termin obowiązkowego wprowadzania zmian zbliża się nieubłaganie – deadline to styczeń 2022. Warto poświęcić zagadnieniu chwilę uwagi, aby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci wyrzucenia aplikacji ze sklepu. Zmiany są znaczące i implikują aktualizację kodu aplikacji.

Dla wszystkich aplikacji trzeba wypełnić odpowiednią sekcję dotyczącą danych zbieranych przez aplikację w zakładce „Informacje o aplikacji” na karcie waszej aplikacji w konsoli Google Play. Jednak jeśli wasza aplikacja korzysta z jednego z tych uprawnień:

  • telefon,
  • SMS,
  • czujniki zdrowia,
  • lokalizacja w tle,

musicie wprowadzić odpowiednie zmiany w samej aplikacji, opublikować aktualizację i wypełnić formularz uprawnień w konsoli Google Play. Każda aplikacja korzystająca, z któregoś z wymienionych uprawnień jest ręcznie zatwierdzana przez Google. Oprócz odpowiednich zapisów w Polityce Prywatności, w samej aplikacji musi znaleźć się informacja, że aplikacja korzysta z uprawnienia newralgicznego i wyjaśnienie w jakim celu to robi.

Nie wystarczy samo uzyskanie zgody użytkownika na wykorzystanie uprawnień. W aplikacji musi znaleźć się stosowna informacja wyeksponowana w miejscu łatwo widocznym podczas normalnego użycia aplikacji. Mając tak zaktualizowaną aplikację, należy przesłać update do sklepu Google Play, wypełnić formularz uprawnień i dołączyć film pokazujący wykorzystanie w aplikacji uprawnienia newralgicznego.

Tak – dobrze czytacie – musicie wyprodukować film tylko i wyłącznie na potrzeby recenzentów Google. Dlaczego? Bo tak. Potem pozostaje już tylko czekać na decyzję Google. Pomimo spełnienia wszystkich wymagań nie ma żadnej gwarancji, że Google aplikację wam zatwierdzi, a drogi odwoławczej, jak zwykle w wypadku tej korporacji, nie ma. No chyba, że jako drogę odwoławczą potraktujecie skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konkurenta.

Google tłumaczy powody tak restrykcyjnego modelu dystrybucji potrzebą ochrony prywatności użytkowników – w praktyce jest to przerzucenie na Was, jako wydawców, odpowiedzialności za problemy tej korporacji z Komisją Europejską, rządem Australii i wielu innych państw, które nałożyły na tę firmę wielomiliardowe kary za praktyki monopolistyczne i notoryczne naruszanie prywatności użytkowników urządzeń z Androidem.

W każdym bądź razie, jeśli macie w Google Play aplikacje korzystające z któregoś z wymienionych uprawnień, nie powinniście tych zmian ignorować. Warto o tych problemach pamiętać także planując przyszłe aplikacje na Androida, jeśli mają być dystrybuowane za pomocą Google Play. Gdy macie w planach wykorzystanie któregoś z uprawnień newralgicznych rozważcie, czy na pewno są wam potrzebne lub rozważcie inne platformy dystrybucji jak Google Play, gdyż nie ma pewności, że program zostanie opublikowany nawet pomimo spełnienia wszystkich formalnych wymogów. Będzie to zależało wyłącznie od kaprysu anonimowego pracownika Google, a jedyną drogą odwoławczą jest długa i kosztowna batalia sądowa przeciwko tej korporacji na jej terenie, czyli w USA.

Tizen - co to takiego

Lubicie swoje zegarki Samsung Galaxy Watch i cienicie je za długi czas pracy na baterii i sprawny interfejs systemu Tizen, o który są oparte? Zatem dbajcie o swoje urządzenia i noście je jak najdłużej, bowiem czas Tizena w zegarkach Samsunga dobiega końca. A ponieważ Samsung to – o ile nam wiadomo – jedyny producent opierający smartwatche o Tizena, zatem ogólnie czas Tizena w zegarkach dobiega końca. Samsung oficjalnie bowiem ogłosił we współpracy z Google, że kolejne linie smartzegarków z serii Galaxy będą wyposażone o system Google WearOS (zmodyfikowany, zegarkowy Android) z nakładką Samsunga OneUI.

Nie sprecyzowano przyczyn tej decyzji, jednak dla każdego obserwatora rynku elektroniki użytkowej są one jasne – system płatności mobilnych. Samsungowi nie udało się przebić z własnym systemem płatności Samsung Pay, a Google ma szeroko rozpowszechniony i popularny Google Pay. Jeśli zatem macie aplikację dla smartzegarków tylko na Tizena, konkluzja jest prosta – czas na opracowanie wersji dla WearOS, jeśli zależy wam na rozwijaniu bazy użytkowników.

Jest o co powalczyć – Tizen w wersji noszonej był jednym z najpopularniejszych systemów operacyjnych na rynku smartwatchy. Obecnie największy udział ma watchOS (Apple Watch) – 40% rynku – i właśnie Tizen (zegarki Samsunga) – 25-30% rynku. Zegarki z WearOS to zaledwie ok. 5% rynku. Za sprawą ruchu Samsunga należy przypuszczać, że udział WearOS znacząco wzrośnie, choć zapewne część użytkowników przejdzie na urządzenia Apple.

Tizen oczywiście nadal będzie królował na rynku TV. W przypadku Smart TV jest na pierwszym miejscu – ma 50% rynku, na drugim Android TV – 25%. Planując aplikację na TV nie można zatem pominąć obydwu systemów, jednak Tizen TV wciąż pozostaje pierwszym wyborem.

Watch OS 8 - update bezobjawowy

Ogólna stagnacja na rynku technologii mobilnych trwa w najlepsze. Nie można się temu wrażeniu oprzeć również patrząc na zmiany wprowadzane przez Apple w systemie watchOS dla zegarka Apple Watch. Z jednej strony plotki głoszą, że jesienią dostaniemy zmieniony wygląd zegarka i nieco większy ekran, z drugiej strony wręcz całkowite status quo w systemie operacyjnym. Tak – watchOS 8, to watchOS 7 z kosmetycznymi zmianami z gatunku tych bezobjawowych 🙂

Jeśli jesteście posiadaczami aplikacji na Apple Watch i owa aplikacja pracuje poprawnie na watchOS 6 i watchOS 7, to nową wersję systemu watchOS 8 – przynajmniej na etapie obecnej wersji beta – możecie z czystym sumieniem zignorować. Oczywiście jakieś drobne zmiany w samym systemie są – nowe tarcze zegarka, nowe drobne funkcje zorientowane na użytkownika itd. jednak w kwestiach, pod którymi my rozpatrujemy nowe wersje systemów operacyjnych – ewentualnych wymaganych korekt w aplikacjach i potrzeby ich aktualizacji – jakichkolwiek zmian odnotowano. Ten update systemu watchOS jest przeznaczony przede wszystkim dla użytkowników końcowych, dla deweloperów wnosi niewiele, a dla właścicieli aplikacji nic.

iOS 15 jak iOS 14

Nowa wersja systemu iOS dla iPhone i iPadów – iOS 15 – będzie dostępna jesienią. Mamy pierwsze deweloperskie wersje beta zatem, jak co roku, w naszych wczesnych testach skoncentrujemy się na ewentualnych zmianach wymagających aktualizacji aplikacji opublikowanych w App Store, abyście wiedzieli, czy trzeba przygotować się na ewentualne zmiany.

Na pierwszy rzut oka – po przejściu na springboard (pulpit) urządzenia – iOS 15 różni się od iOS 14 w jeszcze mniejszym stopniu, niż iOS14 różnił się od iOS 13. Zmiany naturalnie są, jednak są to korekty czysto kosmetyczne. Nic, co spowoduje, że aplikacje działające na iOS 14 będą wymagały aktualizacji. Nie zauważyliśmy niekompatybilności na poziomie kodu, tak więc jeśli nie planujecie udostępniać waszym użytkownikom nowych funkcjonalności wprowadzanych wraz z iOS 15, nie musicie planować aktualizacji.

Przyglądając się nowemu iOS warto także pamiętać o zmianach w App Store, które zaczną ostatecznie obowiązywać pod koniec roku. Podobnie jak w Google Play będą to zmiany dotyczące prywatności użytkowników i wykorzystywania danych przez aplikacje. W App Store, na karcie każdej aplikacji pojawiła się nowa sekcja dotycząca prywatności – jest to rozbudowany formularz dotyczący ochrony prywatności i wykorzystania danych. Każdy właściciel aplikacji będzie musiał go obowiązkowo wypełnić chcąc opublikować aktualizację programu lub wydać nową aplikację.

Android 12 - zmiany kosmetyczne

Nowy Android został właśnie zaprezentowany – tym razem o numerze 12 i oznaczeniu kodowym Q. Jak co roku przyglądamy się becie, aby sprawdzić na co należy być przygotowanym i czy w ogóle trzeba coś robić, jeśli macie aplikacje na Androida opublikowane na platformie Google Play, czy też w innym sklepie. Ostateczna wersja systemu będzie dostępna jesienią i wówczas ewentualne zmiany zostaną wprowadzone w konsoli Google Play. Posiadacze aplikacji opublikowanych w HUAWEI AppGallery nie muszą się specjalnie zastanawiać, gdyż ta platforma jest oparta o AOSP (Android Open Source Project) i jako taka nie podlega zmianom i wymaganiom wprowadzanym przez Google w usługach i serwisach tej firmy.

Wydawcy mogą odetchnąć – nowa aktualizacja Androida nie wnosi praktycznie żadnych zmian w kwestiach kompatybilności. Ogólnie zmiany w systemie należą do kategorii kosmetycznych i optymalizacyjnych – znaczne korekty w wyglądzie, nowy wygląd powiadomień, zmiany estetyczne typu dopasowywanie koloru wyróżnień do koloru tapety, uporządkowanie belki systemowej, porządki w szufladce ustawień itp.

Mając aplikację na Androida zawsze jednak trzeba zwracać uwagę na tzw. target, czyli wersję API, na którym aplikacja jest oparta. Obecnie aby opublikować aplikację lub wydać aktualizację w Google Play wymagany jest target 30, czyli aplikacja musi być dostosowana do Androida 11. Nowa wersja Androida ma target 31, jednak nie zmienia wymagań targetu minimalnego – nadal jest to 30. Od przyszłego roku będzie to jednak target 31. Nie dostrzegliśmy pomiędzy targetami jakichkolwiek niekompatybilności, zatem jeśli wasza aplikacja jest targetowana numerem 30 to raczej nie musicie się niczym martwić, a jeśli macie aplikację targetowaną niższym API i tak musicie ją dostosować do targetu 31 jeśli chcecie opublikować aktualizację.

Prywatność 2.0

Omawiając wersje beta nowych systemów operacyjnych Android i iOS wspominaliśmy, że szykują się znaczne zmiany w zakresie ochrony prywatności użytkowników zarówno w Google Play, jak i w App Store. To, co kilka miesięcy temu nie było do końca jeszcze wiadome, teraz jest już pewne. Zmiany dotyczą zarówno Google Play, jak i App Store, zatem jeśli macie aplikacje na którejś z tych platform zdecydowanie warto się im przyjrzeć bliżej. Pozwoli to uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci wyrzucenia aplikacji ze sklepu. Zmiany w iOS nie wymagają aktualizacji kodu aplikacji, w Androidzie w niewielkim stopniu. Na obu platformach wymagają jednak zainteresowania się tym, co dzieje się na waszym koncie.

Zacznijmy od App Store, gdyż tu zmiany są mniej restrykcyjne dla właściciela aplikacji. Jeśli nie planujecie nic robić ze swoją aplikacją, to nie musicie czytać dalej – zmiany nie dotyczą dotychczas wydanego kodu. Jeśli jednak planujecie nową aplikację lub publikację aktualizacji dla istniejącej aplikacji koniecznie zajrzyjcie do nowej sekcji „Prywatność” widocznej na karcie aplikacji w App Store. Znajdziecie tam rozbudowany formularz dotyczący prywatności i sposobu wykorzystywania danych przez waszą aplikację, który trzeba wypełnić przed przesłaniem aplikacji lub aktualizacji do recenzji. Formularz jest szczegółowy, jego wypełnianie irytujące, jednak jeśli przez to nie przebrniecie, aplikacja nie zostanie opublikowana. W samym kodzie aplikacji nowe opcje prywatności App Store nie implikują zmian – po stronie iOS wszystko pozostaje bez zmian.

W Google Play jest dużo bardziej restrykcyjnie. Zmiany są znaczące i implikują aktualizację kodu aplikacji. Jeśli wasza aplikacja korzysta z jednego z uprawnień newralgicznych: telefon, SMS, czujniki zdrowia, lokalizacja w tle, do 17 stycznia 2021 macie czas, aby wprowadzić w niej odpowiednie zmiany, opublikować aktualizację i wypełnić stosowny formularz uprawnień w sklepie Google Play. Każda aplikacja korzystająca, z któregoś z tych uprawnień będzie ręcznie zatwierdzana przez Google. Oprócz odpowiednich zapisów w Polityce Prywatności, w samej aplikacji musi znaleźć się informacja, że aplikacja korzysta z uprawnienia newralgicznego i wyjaśnienie po co to robi. Nie wystarczy uzyskanie zgody użytkownika na wykorzystanie uprawnień. W samej aplikacji też musi znaleźć się stosowna informacja. I to nie gdzieś w menu, wyskakującym oknie itp. – informacja ma być wyeksponowana w miejscu łatwo widocznym podczas normalnego użycia aplikacji. Po takim zaktualizowaniu kodu aplikacji, należy przesłać pakiet update do Google Play, wypełnić formularz uprawnień (w wymaganiach m.in. załączenie filmu pokazującego wykorzystanie uprawnienia newralgicznego – sic!) i czekać na decyzję Google. Pomimo spełnienia wszystkich wymagań nie ma żadnej gwarancji, że Google aplikację wam zatwierdzi, a drogi odwoławczej, jak zwykle w wypadku tej firmy, nie ma. Abstrahując od powodów, dla których Google zdecydowało się na tak restrykcyjny model, warto o tych zmianach pamiętać również planując przyszłe aplikacje na Androida, jeśli mają być dystrybuowane za pomocą Google Play – jeśli macie w planach wykorzystanie któregoś z uprawnień newralgicznych, nie ma pewności, że program zostanie opublikowany nawet pomimo spełnienia wszystkich formalnych wymogów – po 17 stycznia 2021 będzie to zależało wyłącznie od kaprysu Google. Warto zatem kilkukrotnie przemyśleć, czy wasza aplikacja na Androida na pewno będzie potrzebować np. funkcji SMS lub lokalizacji w tle.

 

Tizen - co to takiego

Każdy pasjonat technologii zna nazwę Tizen. Przebija się też ona coraz częściej do ogólnej świadomości, o czym świadczą m.in. pytania, które od was dostajemy. Czym zatem jest Tizen?

Tizen to nazwa opartego o Linuksa systemu operacyjnego o otwartym kodzie źródłowym. Tizen wyrósł z innego systemu operacyjnego o nazwie Bada, opracowanego przez firmę Samsung, który w pierwotnym założeniu miał uniezależnić firmę od Androida Google. Android okazał się jednak nie do pokonania w telefonach. Problem stanowił brak aplikacji na nowy system Samsunga, przez co klienci woleli świetnie oprogramowanego w miliony apek Androida. Pomysł zatem upadł, ale sam system pozostał. System lekki, stabilny i wydajny. Samsung postanowił zatem wykorzystać go w swoich zegarkach i telewizorach. Jednocześnie chcąc zwiększyć jego popularność, zmienił nazwę na Tizen, uwolnił kod źródłowy, tak aby każdy mógł z systemu korzystać według uznania i powołał fundację Tizen Foundation rozwijającą nowe wersje systemu.

Zegarki Samsunga oparte o Tizena zdobyły dużą popularność ze względu na umiarkowaną cenę (brak opłat licencyjnych dla Google) i długi czas pracy na baterii (zaleta lekkości systemu). Smart TV wyposażone w ten system, w przeciwieństwie do telewizorów opartych o Android TV, nie sprawiają wrażenia ospałości interfejsu – to także dodało im popularności. W efekcie Tizen stał się jedną z najpopularniejszych platform dla smart zegarków i smart TV – zyskując na popularności, zyskał programistów piszących aplikacje, zyskując aplikacje zyskuje coraz więcej użytkowników. I tak koło się zamyka.
Obecnie na rynku smartwachy sytuacja w popularności systemów operacyjnych wygląda następująco: 1. watchOS (Apple Watch), 2. Tizen (zegarki Samsunga), 3. WearOS (Android dla zegarków). Dla smart TV sytuacja jest odwrotna: 1. Tizen (TV Samsunga i kilku innych producentów), Android TV (m.in. Sony i LG), systemy własne producentów.

Dziś Tizen to zatem jeden z najpopularniejszych systemów operacyjnych na rynku – stąd jego nazwa coraz częściej trafiająca do ogólnego użycia. Obecnie planując produkcję aplikacji na smartwatche i jak największe pokrycie rynku obowiązkowo trzeba wziąć pod uwagę watchOS (Apple Watch) – 40% rynku – i właśnie Tizena (zegarki Samsunga) – 25-30% rynku. Zegarki z WearOS (Android dla zegarków) przy ograniczonym budżecie można po prostu pominąć – stanowią zaledwie ok. 5% rynku. Poza grupą Fossil nie ma wielu producentów zegarków WearOS. W przypadku Smart TV na pierwszym miejscu jest Tizen – 50% rynku, na drugim Android TV – 25-30% rynku, reszta to rozwiązania własne producentów. Planując aplikację na TV nie można zatem pominąć obydwu systemów, jednak pierwszym wyborem pozostaje Tizen.

 

watchOs 7 - nie zmienia nic

Marketing Apple zawsze stosuje górnolotne określenia w stylu „Redefiniowane”, „Odkryte na nowo”, czy „Zmienia wszystko”. Po zapoznaniu się z pierwszymi wersjami beta nowego systemu dla zegarka Apple Watch – watchOS 7 – uprzejmie podpowiadamy stosowne hasło: „Nie zmienia absolutnie nic”. Jeśli jesteście posiadaczami aplikacji na Apple Watch i owa aplikacja pracuje poprawnie na watchOS 6, nową wersję systemu watchOS 7 – przynajmniej na etapie obecnej wersji beta – możecie spokojnie zignorować. Oczywiście zmiany w samym systemie są – nowe tarcze zegarka, nowa aplikacja do śledzenia snu, nowe drobne funkcje zorientowane na użytkownika itd. jednak w kwestiach, pod którymi my rozpatrujemy nowe wersje oprogramowania systemowego – ewentualnych wymaganych korekt w aplikacjach i potrzeby ich aktualizacji – jakichkolwiek zmian nie widać. Ten update systemu watchOS jest przeznaczony przede wszystkim dla użytkowników końcowych, dla deweloperów wnosi niewiele, a dla właścicieli aplikacji nic.

Należy jednak pamiętać, że Apple na koniec roku zapowiedziało zmiany w App Store dotyczące prywatności użytkowników i wykorzystywania danych przez aplikacje. Najprawdopodobniej w związku z tym nie będą wymagane zmiany w kodzie aplikacji – całość będzie polegała na konieczności wypełniania dodatkowego formularza w samym sklepie dotyczącego prywatności i wykorzystania danych. Zmiana jest zapowiadana na grudzień tego roku, zatem warto śledzić kolejne informacje ogłaszane przez Apple.

 

iOS 14, czyli widżety na nowo

Jesienią, jak co roku będzie dostępna nowa wersja systemu iOS dla iPhone i iPadów. Tym razem w wersji 14. Pojawiły się już pierwsze deweloperskie wersje beta zatem sprawdzamy co nowego. Jak zawsze w naszych wczesnych testach skoncentrujemy się na ewentualnych zmianach wymagających aktualizacji aplikacji opublikowanych w App Store, abyście wiedzieli, czy trzeba przygotować się na ewentualne zmiany, czy też śmiało możecie odłożyć update o rok.
Celem wyjaśnienia – wiemy, że system iOS instalowany na iPadach formalnie nazywa się iPadOS, jednak jakkolwiek dział marketingu Apple stawałby na głowie usiłując przekonać wszystkich, że jest to odrębny system operacyjny, to w rzeczywistości wcale tak nie jest. iPadOS to po prostu iOS z drobnymi zmianami interfejsu dla większych ekranów.

Na pierwszy rzut oka – po przejściu na springboard (pulpit) urządzenia – iOS 14 nie różni się niczym od iOS 13. Wystarczy jednak wykonać gest przeciągnięcia ekranu w lewo lub prawo, aby zobaczyć, że zmiany wprowadzono. Nie są
to jednak zmiany rewolucyjne, które spowodują, że aplikacje działające na iOS 13 będą wymagały aktualizacji. Nie zauważyliśmy niekompatybilności na poziomie kodu, tak więc jeśli nie planujecie udostępniać waszym użytkownikom nowych funkcjonalności wprowadzanych wraz z iOS 14, nie musicie planować aktualizacji. Nowości o których wspominamy, to nowe funkcje widoczne właśnie po wykonaniu gestu przeciągnięcia ekranu ze springboadru w prawo lub lewo – nowe widżety i tzw. App Gallery.

App Gallery nie wymaga żadnej ingerencji w kod aplikacji i jest w pełni obsługiwane na poziomie systemu operacyjnego. Użytkownik może nie odinstalowywać aplikacji, a przenieść ją do dedykowanych katalogów pogrupowanych tematycznie dostępnych po wykonaniu gestu przeciągnięcia w lewo ze springboardu – ikona aplikacji jest wówczas usuwana z pulpitu i umieszczana w App Gallery w katalogu pasującym do kategorii danego programu typu „narzędzia”, „Gry” itp. Tą nowość można śmiało określić jako zmianę kosmetyczną.

Ciekawsze rzeczy dzieją się po wykonaniu gestu przeciągnięcia w prawo ze springboardu lub przytrzymaniu punktowo palca na pulpicie – nowe widżety. iOS 14 wprowadza nowe widżety na wzór tych znanych z Androida. Można je dowolnie umieszczać w galerii widżetów, ale także – co w iOS jest nowością – rozmieszczać pomiędzy ikonami na pulpicie. Warto zwrócić uwagę, że widżety starszego typu z iOS 13 nie są kompatybilne z nowymi. Jeśli wasza aplikacja jest wyposażona w widżet starszego typu, nie będzie on działał jak nowe widżety. Starsze widżety nadal działają, jednak można je umieszczać tylko w wybranym miejscu – w galerii widżetów i zawsze na samym dole listy w odrębnej sekcji pod nowymi widżetami. Jeśli zatem chcecie zaoferować swoim użytkownikom nowy widżet iOS 14 niezbędna będzie aktualizacja aplikacji. Nowe widżety mają trzy rozmiary – mały, średni i duży – i przynajmniej w wersji beta dość znacząco ograniczoną funkcjonalność w porównaniu do widżetów starszego typu. Na przykład nie można z ich poziomu wykonywać określonej akcji w samej aplikacji – służą raczej jako duża ikona, która może być aktualizowana z kodu aplikacji.

Przyglądając się nowemu iOS warto także zwrócić uwagę na zmiany zapowiedziane przez Apple w samym App Store na koniec roku. Podobnie jak w Google Play mają być to zmiany dotyczące prywatności użytkowników i wykorzystywania danych przez aplikacje. W przeciwieństwie do Google najprawdopodobniej nie będą wymagane zmiany w samym kodzie aplikacji, jednak w App Store ma pojawić się nowa sekcja dotycząca prywatności – rozbudowany formularz dotyczący ochrony prywatności i wykorzystania danych, który każdy właściciel aplikacji będzie musiał wypełnić chcąc opublikować aktualizację programu lub wydać nową aplikację.