,

Mobilne testy

mobilnie.com.pl - narzędzie do testowania stron www w przeglądarkach mobilnych
Mobilne testy
4.9 (98%) 10 głos[ów]

Oddajemy w Wasze ręce mobilnie.com.pl – rozbudowane narzędzie służące do poglądowego testowania wyglądu stron www w przeglądarkach internetowych instalowanych w urządzeniach mobilnych. Podstawowym przeznaczeniem tej aplikacji internetowej jest prezentacja wyglądu stron www nieposiadających wersji mobilnej na emulowanych urządzeniach przenośnych, co może pomóc ich właścicielom i webmasterom w ocenie, czy zasadne jest dostosowanie posiadanej strony do standardów mobilnych.

Program stosuje dość zaawansowane techniki przetwarzania wywołania adresu http:// i wyświetlania końcowego rezultatu: stosujemy m.in. skalowanie o wartości takiej samej, jak przeglądarki www wbudowane w systemy mobilne i używamy zgłoszeń, tzw. user agent, podawanych serwerom przez przeglądarki w urządzeniach mobilnych z systemami operacyjnymi iOS, Android i Windows Phone. Na początek przygotowaliśmy emulatory dziewięciu modeli telefonów. Mamy nadzieję, że będą dla Was przydatne w faktycznej ocenie mobilności strony www. Czekamy na Wasze komentarze, uwagi, opinie, wyrażane czy to na naszej firmowej stronie www, czy na profilach w serwisach społecznościowych, zarówno Entery, jak i samej aplikacji. Czekamy również na Wasze sugestie – jakie jeszcze modele telefonów i tabletów chcielibyście zobaczyć na mobilnie.com.pl?

 

,

Sklepy internetowe, czyli responsywne

Responsywne sklepy na miarę mobilności
Sklepy internetowe, czyli responsywne
4.86 (97.14%) 7 głos[ów]

Pamiętacie, jak w styczniu ubiegłego roku pisaliśmy o wadach i zaletach responsywnych layoutów stron www, czyli takich, które same dostosowują się do szerokości ekranu urządzenia, na którym są wyświetlane? Jeśli nie, to możecie sobie przypomnieć nasze rozważania tutaj.

Minął rok i responsywne strony www stały się obowiązującym standardem, zwłaszcza po niedawnej rekomendacji Google dla tworzenia responsywnych stron www. Niesie to potwierdzenie, wielokrotnie przez nas głoszonej tezy, wynikającej z obserwacji zachowań internautów i popartej badaniami, że internet staje się coraz bardziej mobilny – coraz częściej przeglądamy strony www i robimy zakupy na telefonach i tabletach. No właśnie… robimy zakupy. I tu powstało niemałe zamieszanie dotyczące wspomnianego Google i sklepów responsywnych. W wypadku witryn e-commerce, design responsywny niekiedy nie jest „jedynym słusznym wyborem zalecanym przez Google”. Wszystko zależy od profilu sklepu, usług dodatkowych, a przede wszystkim stałych klientów sklepu. Choć dla 90% sklepów internetowych design responsywny jest obecnie najleszym możliwym rozwiązaniem, pozwalającym ograniczać koszty utrzymania strony, a jednocześnie dotrzeć do klientów mobilnym kanałem sprzedaży, czasami lepszym wyborem od responsywnego layoutu witryny e-commerce będzie dedykowana wersja mobilna dostępna z poziomu przeglądarki w telefonie komórkowym lub aplikacje mobilne do pobrania i zainstalowania przez użytkowników na ich urządzeniach. Po deklaracji Google, zalecającej tworzenie witryn responsywnych, co wg. operatorów tej wyszukiwarki miało poprawiać SEO (z powodu nie dublowania zawartości sklepu internetowego na dwóch odrębnych witrynach: przeznaczonej dla komputerów i mobilnej), w internecie podniosły się głosy sprzeciwu. Oświadczenie to jest bowiem o tyle nietrafne, że dobrze zaprojektowana wersja mobilna nadal pozostaje częścią podstawowego sklepu – podczas przeglądania takiej strony nie zmieniana jest domena sklepu internetowego, a jedynie, na podstawie detekcji przeglądarki, z której korzysta internauta, do możliwości jego urządzenia dostosowany zostaje szablon graficzny. Oświadczenie Google zapewne dotyczyło sytuacji, gdy istnieje odrębna strona mobilna podstawowego sklepu, zazwyczaj osadzana w subdomenie z literką m. na początku (np. m.allegro.pl dla domeny allegro.pl otwieranej na telefonie komórkowym). Google dość szybko zauważyło niezręczność i wydało oświadczenie o treści „Posiadanie dedykowanej wersji mobilnej nie obniża SEO”. Zatem wybór wciąż jest otwarty: sklep responsywny, z wersją mobilną, z aplikacjami, czy może wszystko na raz? A co będzie najlepsze dla klientów tego sklepu i pozwoli zwiększyć dotarcie oraz sprzedaż?

, ,

Mobilne produkty 3D

Trójwymiarowe produkty dla sklepów internetowych - technologia stosowana przez Entera Studio WWW
Mobilne produkty 3D
4.88 (97.5%) 8 głos[ów]

Po co zadawać pytania o produkt w sklepie internetowym, kiedy można go obejrzeć z każdej strony? Trójwymiarowe produkty to technologia prezentacji wszelkiego rodzaju produktów w serwisach www e-commerce i prezentacyjnych, pozwalająca w łatwy i intuicyjny sposób zaprezentować kontrahentom i klientom bazę ofertową. Dlatego wciąż rozwijamy stosowaną przez nas technologię trójwymiarowej wizualizacji produktów.

W nowej odsłonie technikę Flash zastąpiliśmy całkowicie kodem HTML5, dzięki czemu, oprócz stron www dla komputerów osobistych możemy stosować tę technikę prezentacji produktów również w sklepach responsywnych i mobilnych. Oprócz zapewnienia pełnego wsparcia dla pozycjonowania produktów zgodnie z wytycznymi Google, wprowadziliśmy również pełną obsługę trójwymiarowych modeli za pomocą dotyku na ekranach dotykowych (od stacjonarnych systemów prezentacyjnych do ekranów telefonów komórkowych i tabletów). Trójwymiarowych modeli produktów możemy bez problemów użyć w większości popularnych platform sklepowych i systemów sprzedażowych, również open source, takich jak Magento, czy PrestaShop.

 

Przykładowy produkt trójwymiarowy

Wizualizacja przestrzenna wózka marki Venicci. Do sterowania obiektem można użyć przycisków kontrolnych lub klikając na wózek i „przeciągając” myszką obracać obiekt.

 

,

Ecommerce A.D. 2014

Ecommerce A.D. 2014, czyli o rozwoju handlu w internecie
Ecommerce A.D. 2014
4.75 (95%) 4 głos[ów]

Branża Ecommerce, czyli handel internetowy, z roku na rok rozwija się coraz bardziej dynamicznie. Według raportu Centre for Retail Research, Polska wyróżnia się w Europie najwyższym wzrostem wartości rynku e-handlu, który rok do roku notuje wzrosty rzędu 30%. Przed całą branżą pojawia się jednak nowe wyzwanie – przypuszczalnie za kilka lat nazwa Ecommerce już nie będzie używana, bowiem… większość handlu będzie realizowana w sklepach internetowych, głównie za pośrednictwem urządzeń mobilnych.

We wrześniu 2014 na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędzie się IV edycja Konferencji Ecommerce Trends, organizowana przez Nonoobs, podczas której postaramy się znaleźć odpowiedzi na powyższe zagadnienie. Oprócz tego, jak co roku, pokazane zostaną najciekawsze sklepy internetowe, projekty ecommerce i zaprezentowane najnowsze dane dotyczące rynku, czy najbardziej nowatorskie usługi dla tego segmentu. Jak zawsze, na podsumowania i prezentację co skuteczniejszych rozwiązań możecie liczyć na naszym blogu.

O e-płatnościach i SSL

O systemach e-płatności i szyfrowaniu SSL piszą eksperci Entera Studio WWW
O e-płatnościach i SSL
4.67 (93.33%) 3 głos[ów]

Postaramy się dziś wyjaśnić Wasze wątpliwości dotyczące płatności w nieszyfrowanych i szyfrowanych połączeniach SSL w serwisach e-commerce. Kiedy zatem będzie potrzebny certyfikat SSL, a kiedy nie?

Najpierw wyjaśnijmy czym jest SSL – to protokół szyfrowanego połączenia internetowego, w przeglądarce zaznaczający się ikoną kłódki przy adresie www, który wówczas rozpoczyna się od przedrostka https://, zamiast http://. Certyfikaty są różne – od kosztujących ok. 100 zł rocznie do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie. Cena ta zależy w mniejszym stopniu od siły szyfrowania połączenia, w większym od gwarantowanej przez dostawcę certyfikatu sumy ubezpieczenia na wypadek złamania certyfikatu – im silniejsze szyfrowanie i wyższa suma odszkodowań tym droższy certyfikat. Największy problem dla przyszłego właściciela strony www powstaje zazwyczaj wówczas, gdy, po wyborze systemu płatności, zastanawia się nad konkretnym rodzajem usługi oferowanej przez wybranego dostawcę – jedne wymagają połączeń SSL, inne nie i to często nawet w obrębie jednego procesora płatności. I co tu wybrać?

Najprościej mówiąc – to zależy w jaki sposób ma być obsługiwana transakcja i co ma widzieć w tym czasie internauta. Jeśli internauta ma nie opuszczać strony www, z której zainicjował płatność (np. sklepu internetowego), większość systemów płatności wymaga szyfrowanego połączenia SSL, bowiem cała transakcja odbywa się w obrębie strony, na której realizowany jest zakup, a do systemu płatności przekazywane są jedynie wyniki operacji – stąd potrzeba komunikacji między systemami w szyfrowanym, bezpiecznym połączeniu SSL. Jeśli dopuszczamy sytuację, że internauta po zainicjowaniu płatności zostanie przeniesiony do serwisu systemu płatności, protokół SSL nie jest potrzebny, bowiem w macierzystej stronie nie są przetwarzane i przechowywane dane finansowe. Strona jedynie wywołuje system płatności, jednak całość transakcji jest prowadzona i przetwarzana w połączeniu SSL już bezpośrednio na stronie systemu płatności, a do strony www, z której zainicjowano płatność przekazywana jest jedynie informacja zwrotna: zapłacono/niezapłacono. Z której opcji warto zatem korzystać? Niewątpliwie tańszą i mniej kłopotliwą dla właściciela strony www jest opcja druga – nie trzeba bowiem ponosić kosztów certyfikatu SSL i pełnej integracji systemu płatności ze stroną. Wystarczy prosty formularz wywołujący system płatności. Pierwsza opcja jest za to zdecydowanie bardziej korzystna ze względów wizerunkowych – internauta/klient nie opuszcza strony, na której zamawia produkty lub usługi i nie jest przenoszony do strony zewnętrznej firmy (dostawcy płatności), a całość transakcji realizuje i widzi na swoim koncie w naszym serwisie.

Poznaj Magento

Entera Studio WWW na konferencji Meet Magento
Poznaj Magento
4.67 (93.33%) 3 głos[ów]

Magento to rozbudowana platforma sklepu internetowego rozwijana na zasadach open source. W USA i krajach zachodniej Europy platforma ta bije wręcz rekordy popularności. Również w Polsce oprogramowanie zdobywa coraz większą popularność. Nic dziwnego – Magento, w rękach sprawnego wdrożeniowca, pozwala na zbudowanie wręcz dowolnego sklepu internetowego, a co jeszcze ważniejsze pozwala na w miarę łatwą jego integrację z usługami internetowymi i rozmaitymi systemami sprzedażowymi, czy księgowymi używanymi przez firmy. Dzięki elastycznej strukturze ten silnik e-commerce umożliwia budowanie wysoko zindywidualizowanych platform sprzedażowych dostosowanych do potrzeb danego przedsiębiorstwa.

Pytanie zatem, skoro Magento jest tak przydatne, dlaczego nadal często kojarzy się głównie z sieciowymi multisklepami korporacyjnymi, a nie jako platforma dla „zwykłego użytkownika”. Odpowiedzi doszukiwalibyśmy się w stosunkowo wysokich wymaganiach tej aplikacji dotyczących środowiska serwerowego – zdecydowanie odradzamy Magento jako program do używania na najtańszym hostingu. Na szczęście dla Magento, wraz z oferowaniem coraz lepszych parametrów przez popularne hostingi oraz spadkiem cen usług VPS i serwerów dedykowanych, na oprogramowanie to może sobie pozwolić coraz większa liczba małych i średnich firm planujących ekspansję w Internecie. Zwłaszcza, że jak w przypadku każdego oprogramowania open source, redukcja kosztów zbudowania systemu e-commerce jest znaczna – nie trzeba płacić za oprogramowanie, a koszty ograniczają się do wyboru modelu e-commerce, opracowania szaty graficznej, wdrożenia i szkolenia.

W dniach 4-5 listopada 2013 roku, po raz drugi w Polsce, odbędzie się międzynarodowa konferencja z cyklu Meet Magento. Podobnie, jak w ubiegłym roku, będziemy bacznie śledzić prelekcje i dalsze plany rozwoju tej interesującej platformy e-commerce, którą wykorzystujemy w naszych projektach na co dzień.

Najpierw cookies, teraz GIODO

Obowiązek zgłaszania zbioru danych na stronie www do GIODO
Oceń ten artykuł

Często ostatnio pytacie o konieczność zgłaszania do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych stron internetowych, na których są przetwarzane dane osobowe. Od razu odpowiadamy -obowiązek taki rzeczywiście istnieje. Dotyczy to zwłaszcza wszelkich sklepów internetowych i systemów e-commerce, choć nie tylko. Do GIODO najbezpieczniej jest zgłosić każdy system informatyczny przetwarzający i przechowujący dane osobowe, zatem również strony nie oferujące np. bezpośredniej płatności, ale ogólnie przechowujące zbiór danych – np. systemy e-learningowe. Jako zbiór danych osobowych podlegających rejestracji kwalifikują się systemy przetwarzające i przechowujące dane takie, jak:
– imię i nazwisko,
– wizerunek (zdjęcie),
– adres zamieszkania,
– dane ewidencyjne (np. PESEL i NIP),
– informacje, które w połączeniu z innymi danymi pozwalają na identyfikację konkretnej osoby (np. adres e-mail, czy numer IP urządzenia podłączonego do Internetu).

Pytania o odpowiedzialność wobec GIODO pojawiły się wraz ze wzrostem aktywności firm rozsyłających do nieświadomych takiego obowiązku właścicieli stron internetowych propozycje dopełnienia za nich formalności, oczywiście za drobną opłatą, i straszących wygórowanymi konsekwencjami w przypadku niedopełnienia formalności. Sytuacja jest analogiczna, jak w przypadku głośnej dyrektywy unijnej, żartobliwie nazywanej Cookie Monster (Ciasteczkowy Potwór – od postaci z serialu dla najmłodszych Ulica Sezamkowa), nakazującej umieszczanie na stronach www informacji o przetwarzaniu plików cookie. Owszem obowiązek zgłoszenia strony www zbierającej i przetwarzającej dane osobowe istnieje (czyli wg nomenklatury przyjętej w ustawodawstwie – zbioru danych osobowych) , niemniej jednak każdy może w łatwy sposób wywiązać się z niego we własnym zakresie. Wystarczy wypełnić formularz wniosku (nie jest wymagany podpis elektroniczny) dostępny na stronie e-GIODO: https://egiodo.giodo.gov.pl/index.dhtml i… to wszystko. Samo złożenie wniosku jest już równoznaczne z dopełnieniem obowiązku – nawet jeśli dane przetwarzane na stronie www nie kwalifikują się jako zbiór danych podlegających rejestracji lub wniosek będzie niekompletny, obowiązek wynikający z ustawy zostanie dotrzymany, co zwalnia z ewentualnej odpowiedzialności. Dlatego warto taki wniosek złożyć nawet na wyrost. Według przepisów bowiem to do administratora danych należy kwestia identyfikacji posiadanego zbioru danych osobowych, jako podlegającego, bądź nie, rejestracji. Jeżeli zbiór nie podlega ustawowemu obowiązkowi, GIODO odmówi rejestracji i przekaże taką informację zainteresowanemu. Konsekwencje niedopełnienia obowiązku rejestracji zbioru danych w GIODO są tymczasem dość restrykcyjne – jest to czyn zabroniony, zagrożony karą grzywny, ograniczenia wolności lub nawet pozbawienia wolności do jednego roku. Sankcje te nie grożą jednak za zgłoszenie niekompletnego zbioru danych osobowych. Liczy się zatem sam fakt dopełnienia obowiązku.

,

Płatne mapki Google na stronie www?

Nowe zasady korzystania z Google Maps
Oceń ten artykuł

No i mamy kolejne zamieszanie związane z popularnymi usługami internetowymi. Rozeszła się po sieci niedawno wieść, że za korzystanie z map Google będzie trzeba płacić. I to słono. Rzeczywiście, niedawna zmiana polityki popularnych map Google faktycznie wprowadza opłaty za tę usługę. Wiadomości o gigantycznym „haraczu”, który trzeba będzie płacić sieciowemu koncernowi za posiadanie na stronie www mapki z dojazdem do firmy są jednak mocno przesadzone. Jeśli mapka na stronie www nie notuje więcej wywołań, niż 25 tysięcy na dobę (co przekłada się na 99 proc. stron www) korzystanie z niej nadal będzie bezpłatne. Pytanie jednak na jak długo?

Google coraz bardziej rozprawia się z mitem „bezpłatnych usług sieciowych”. Właśnie zmieniono API popularnych Google Maps – do 25 tysięcy odwołań na dobę z jednej domeny usługa nadal pozostaje bezpłatna, jednak jeśli serwis www jest na tyle popularny, aby tę liczbę przekroczyć… No dobrze – nie będziemy Was zmuszać do przekopywania się przez nader bogatą bibliotekę dokumentów z politykami i zasadami korzystania z usług Google. Opłaty wynoszą 4 dolary za każdy tysiąc załadowań map powyżej 25 tysięcy na dobę, istnieje też opcja zakupu licencji nielimitowanej za jedyne 10 tysięcy dolarów miesięcznie. Co to oznacza dla właścicieli większości stron www? Właściwie nic. Niewiele jest serwisów przekraczających pułap 25 tysięcy odwołań do mapy na dobę. Opłaty będą głównie ponosić zatem bardzo popularne strony www w całości oparte o Google Maps. Skomercjalizowania tej usługi ze strony Google należało się ponadto wcześniej, czy później spodziewać – na utrzymanie, aktualizowanie, rozwijanie i oferowanie map koncern wydaje miliony dolarów miesięcznie. Pytanie tylko jak długo nowa polityka map będzie obowiązywała? To zapewne zależy od poziomu wpływów generowanych po zmianach. Naszym zdaniem – w perspektywie wieloletniej – należy się spodziewać stopniowego obniżania progów odpłatności za odwołania do map, aż do poziomu, gdy niewielkie opłaty (stawialibyśmy na tzw. mikropłatności) będą pobierane od każdej strony www korzystającej z tej usługi.

,

10. urodziny WordPressa

Oficjalna grafika z okazji 10. urodzin Wordpressa
10. urodziny WordPressa
4.5 (90%) 2 głos[ów]

WordPress świętuje 10. urodziny. Dokładnie 27 maja 2003 roku Matt Mullenweg i Mike’a Little udostępnili pierwszą wersję swojej platformy blogowej. Sami twórcy nie spodziewali się, że niepozorny system do pisania blogów, z czasem rozwinie się w potężne narzędzie, bardziej przypominające zaawansowany CMS do budowy stron www, jak skromne narzędzie blogera.

Dziś WordPress to jedna z najpopularniejszych i najpotężniejszych platform CMS open source, do której – żartobliwie mówiąc – są już chyba nawet wtyczki parzące kawę i robiące naleśniki (wtyczki z przepisami są!). Źródła sukcesu WordPressa upatrujemy w niezwykłej łatwości i intuicyjności obsługi tej platformy, a także dbaniu zespołu tysięcy programistów z całego świata zaangażowanych w projekt (w czym, nie chwaląc się, mamy swój skromny udział) o w miarę sensowny poziom wstecznej kompatybilności. WordPress nie jest bez wad – mamy do niego np. pretensje o dziury w zabezpieczeniach – niemniej jednak drobne wpadki w rękach sprawnego programisty daje się szybko wyeliminować, a zalety WordPressa zdecydowanie przewyższają jego wady. Cóż, za miarę sukcesu niech posłużą dane statystyczne: obecnie na WordPressie oparte jest ok. 17 proc. wszystkich stron www (dane dla całego globu), użytkownicy WordPressa w ciągu każdej minuty piszą ok. 350 artykułów na swoich stronach, platforma została w pełni przetłumaczona na 76 języków, a najnowszą wersję WordPressa pobrano z serwerów projektu 21 milionów razy.

Podstawowe zasady zabezpieczania stron www

Podstawowe zasady zabezpieczania stron www
Podstawowe zasady zabezpieczania stron www
5 (100%) 1 głos[ów]

Niedawne, nagłośnione w mediach, dwukrotne wyłączenie na kilka godzin serwisu aukcyjnego Allegro sprawiło, że zadajecie nam dużo pytań odnośnie zabezpieczenia stron www przed rozmaitymi atakami z sieci. Zabezpieczenia systemów teleinformatycznych przed niepożądaną ingerencją to temat na tyle szeroki, że powstają o nim dziesiątki prac naukowych, niemniej jednak postaramy się w – bardzo uproszczonych – zarysach przedstawić istotę problemu. W skrócie – naiwnością jest sądzić, że sprawa wyłączenia Allegro to jakiś jednostkowy, nadzwyczajny przypadek. Po prostu hakerom udało się tym razem zablokować ten serwis dość prymitywną metodą zmasowanego ataku DDOS, a że platforma jest popularna, media nagłośniły temat, popełniając przy okazji – jak to media – całą gamę błędów merytorycznych. Z Facebooka, czy Allegro korzystamy wszyscy, jednak mało kto zdaje sobie sprawę z milionów inwestowanych przez duże spółki IT w zabezpieczenia i z nieustannej walki z nieproszonymi gośćmi odbywającej się na zapleczu takich serwisów. Z dozą prawdopodobieństwa graniczącą z pewnością możemy stwierdzić, że do ataków na każdy duży serwis, taki jak Allegro, dochodzi… kilka razy dziennie.

Biorąc pod uwagę ten dość pesymistyczny wstęp, a także fakt, że przed atakami hakerów nie uchronili się nawet tacy giganci jak Googgle, Facebook, Twitter, czy Apple, można sobie zadać pytanie, czy w ogóle warto mieć stronę www? Równie dobrze można by zapytać, czy warto mieć dom? Warto, jednak każdy chroni swój dom przed włamywaczami. W gruncie rzeczy zasady ochrony strony www przed hakerami są zbliżone. Dom chronią przynajmniej dwa zamki w drzwiach, alarm i odpowiednie zachowanie domowników (nie zostawiamy na oścież otwartych drzwi, bo wszystkie zabezpieczenia zdadzą się na nic). Podobnie jest ze stroną internetową – nie zostawiamy na oścież otwartych drzwi. Czy warto jednak popadać w paranoję? Wprawdzie dom można tak zabezpieczyć, że nawet właściciel będzie miał problem z wejściem do niego, stronę internetową również, jednak to mija się raczej z celem i wygodą użytkowania. Jak w każdej innej dziedzinie życia – nic nie zastąpi zdrowego rozsądku. Odwieczna zasada informatyki mówi, że co da się zabezpieczyć, da się i odbezpieczyć. Jest to tylko kwestia czasu i środków poświęconych na złamanie zabezpieczeń.
Wbrew pozorom problem nie dotyczy domorosłych, zazwyczaj niepełnoletnich, „hakerów” obchodzących „dla chwały i sportu” podstawowe zabezpieczenia tysięcy firmowych i prywatnych stron www opartych o popularne rozwiązania CMS, czy spambotach rozsyłających masowo maile lub zostawiających niechciane wpisy w komentarzach – ich działalność każdy może łatwo wykryć i się przed nią zabezpieczyć (nie potrzeba do tego specjalistycznej wiedzy, wystarczy tzw. zdrowy rozsądek administratora, czy właściciela strony i chwila lektury w Internecie) – a w rozwijającej się w błyskawicznym tempie cyberprzestępczości. O ile wizytówkowa strona www małej firmy zupełnie nie leży w kręgu zainteresowań cyberprzestępców, o tyle duży sklep internetowy, portal aukcyjny, czy każda inna strona przetwarzająca dane osobowe i finansowe musi się liczyć z tym, że wcześniej, czy później stanie się obiektem ataku, gdyż przechowuje dane, które mogą zostać zamienione w gotówkę – dane osobowe użytkowników, numery ich kont i kart kredytowych. Jak myślicie ile może być warta pełna baza danych zweryfikowanych użytkowników Allegro, z historią ich transakcji, zainteresowań, korespondencji? Starczyłoby na wykupienie kilku firm takich, jak Entera i jeszcze zostałoby na prywatną, tropikalną wyspę.
Wracając do wspomnianych, domorosłych „hakerów” i spambotów – aby nie mieć z nimi większych kłopotów wystarczy monitorować swoją stronę www i dbać o minimalny poziom jej zabezpieczeń: ukrycie panelu administratora, niestandardowe przedrostki w bazie danych, silne, regularnie zmieniane hasła, niezapisywanie haseł w programach do FTP itp. Oprócz tych podstawowych działań, praktycznie każdy popularny CMS posiada też sporą gamę wtyczek chroniącą przed rozmaitymi, prostymi atakami – ich używanie jest zazwyczaj bezpłatne. Warto pamiętać, że wszelkie zabezpieczenia nie zastąpią najważniejszej czynności odpowiedzialnego administratora – regularnego wykonywania kopii bezpieczeństwa plików strony i bazy danych. Nawet jeśli strona www padnie wówczas ofiarą ataku, szkody będą minimalne – zawsze można przywrócić ją do stanu sprzed ataku, wprowadzając dodatkowe zabezpieczenia. I warto o tym pamiętać.